Jak było na początku

Prawdopodobnie niewiele jest fragmentów liturgii, które są tak często powtarzane, jak ten, z którego pierwsza część została wyżej zacytowana. Może to być równocześnie przykład na ignorancję i bezsensowność, prowadzące do tego, że różne zwroty są nieustannie używane w Chrześcijaństwie.

Czym jest to coś, co było na początku, jest teraz i zawsze będzie? Jedyną prawdziwą odpowiedź otrzyma się po zamianie „tego czegoś” na On – Jak On był, jak On jest teraz i zawsze będzie”.

Przecież niewiele rzeczy, a właściwie to nic innego, nie jest w stanie spełnić tej deklaracji. To właśnie ta zmiana, która następuje od początku, sprawia ogrom niepokojów i przemyśleń w chrześcijaństwie, a szczególnie w tym ewangelicznym. To ten „początek” jest podstawą wielkiej ilości weryfikacji, rozważań, przywołań i wysiłków mających na celu odzyskanie „tego, co na początku”. Jest tak dlatego, że, jeśli chodzi o chrześcijaństwo, po prostu nieprawdą jest, jakoby „jak było na początku, tak jest i teraz”. Prawdą jest to, że: „Jezus Chrystus wczoraj, dziś i na zawsze ten sam”, a fundamentalne prawdy chrześcijaństwa są nadal takie same, lecz znaczna jego większość bardzo daleko zeszła na złą drogę od „tego, co było na początku”.

Nie jest to jakaś nowa dygresja. Upadek i odstępstwo zaczęło się zanim apostołowie skończyli swoje działania a ich późniejsze pisma noszą ślady korekt, usunięć i poprawek.
Chodziło nie tylko o klimat, słowa i etyczne standardy, lecz przede wszystkim o duchowe zasady, na których chrześcijaństwo pierwotnie spoczywało i było początkowo ustanowione.

Tak więc, faktem jest, że sama istota duchowej konstytucji, natura i kwintesencja tego „początku” została zmieniona, bądź utracona, co jest odpowiedzialne za godną pożałowania zmianę oraz – co jest nie mniej tragiczne – utratę wpływu, autorytetu i odpowiedzialności.

Przyjrzymy się tutaj niektórym składnikom tego „na początku”. Gdy mówimy: „składniki”, niech to będzie wiadome, że nie chodzi nam o „składniki” w sensie prostych elementarnych zasad chrześcijaństwa. Raczej będziemy używać tego wyrazu w znaczeniu: „elementarny/zasadniczy”, w słownikowym sensie: „jak moce natury, wielkie, potężne, nieskomplikowane; podstawowe”.

Chodzi o to, że ta cecha nie jest tylko pierwsza w kolejności, lecz jest to podstawowa, wrodzona, skoncentrowana istota i żywotny potencjał duchowych zasad stojących za tym, co później widać na zewnątrz.

Na tym właśnie będziemy starali się skupić, ponieważ jesteśmy przekonani po licznych i obszernych kontaktach z chrześcijanami i chrześcijańskim sprawami, że tutaj właśnie znajduje się prawdziwy klucz do sytuacji.

Próby odzyskania oryginalnego wpływu, dynamiki i autorytetu jakie posiadał kościół z pierwszej połowy Iw., są obarczone błędem, a jest nim niewłaściwy punkt skupienia. Głównie zajmuje się i debatuje nad takimi rzeczami jak: doktryna, forma, procedura i funkcjonowanie. O ile zachęcające jest dokładne ich badanie, o tyle zaczynać od nich to zacząć ze złego końca, a wprowadzenie do praktyki wniosków z tych rozważań prowadzi tylko do dodatkowego zamieszania, bądź impasu. Najlepsze, co można by osiągnąć to kompromis, ale kompromis zawsze prowadzi do niepowodzenia jeśli chodzi o uczciwe i odważne rozprawienie się z istotą sprawy. Żyjemy w czasach, gdy kompromis dominuje w każdej dziedzinie i jest to wiek „zamieszania jeszcze gorzej zamieszanego”.

My, chrześcijanie, wiemy, że sytuacja na świecie nigdy nie będzie właściwa i prosta dopóki „Nie przyjdzie ten, który ma rządzić”, lecz u Niego nie będzie żadnych kompromisów, żadnego pośredniego kursu. On sięgnie do samej istoty rzeczy i tam się z nimi rozprawi!

Żeby w jakimkolwiek stopniu odzyskać straconą moc, musimy sięgnąć poza wyniki i efekty czy to jeśli chodzi o doktrynę, procedury, formy czy działanie i trafić na przyczynę. To, że chrześcijaństwo wpływało na świat wywracając go do góry nogami, znaczy, że miał jakąś przyczynę „na początku”, która przejawiała się zarówno wewnątrz, jak i stała poza nim. Nie potrzebowała w pełni opierzonej wiedzy doktrynalnej, która była wówczas jeszcze w procesie poznawania.

Gdy Bóg coś inicjuje czy formułuje to najpierw działa, a potem tłumaczy. Wyjaśnieniem jest „nauczanie” czy „doktryna”. Taki sposób jest bezpieczny. Nauczanie jest wyjaśnieniem doświadczenia. Odwrócenie tego porządku następuje jedynie wówczas, gdy nauczanie zostało przekazane i odrzucone.

Wtedy, podobnie jak w przypadku proroków, Bóg mówi, co robi, bądź zamierza zrobić i działa zgodnie z tym, co powiedział. Początkowo daje wystarczająco dużo światła, aby działać. Ta metoda i zasada Boża jest widoczna zarówno w Starym jak i Nowym Testamencie. Zawsze jest to wartościowe, gdy Bóg daje światło na to, co zrobił, dzięki czemu dochodzimy do zrozumienia Jego dróg, zamiast mieć mnóstwo nauczania, nie popartego doświadczeniem. Powinniśmy przyjąć Boży sposób postępowania i działania.

Pierwotny wpływ chrześcijaństwa nie zawdzięczał tego ustalonym i ustanowionym formom proceduralnym. Z pewnością nie spoczywał ani na organizacji, ani instytucjach, które praktycznie rzecz biorąc nie istniały wówczas.

Powtarzam, że głupotą jest zaczynać robić cokolwiek z nadzieją na przywrócenie tej mocy, zajmując się tym, co było skutkiem, zamiast szukać przyczyny. Przekopmy się przez narastającą chrześcijańską tradycję i historię, aż do samego podłoża zasad.

Przez długi czas, niemal 40 lat, w różnych częściach świata miałem osobiście kontakt z ewangelicznym chrześcijaństwem i straszne wrażenie zrobiła na mnie jedna podstawowa słabość, czy defekt, który to niewątpliwie wskazuje na cały zestaw odchyleń od tego, „co było na początku”. O ile doktryna o Duchu Świętym jest dobrze znana i ogromna część tego nauczania została przyjęta zarówno od podających ją osobiście, jak i z wielkiej literatury z tej dziedziny, powstaje bardzo zasadne pytanie czy tłumy, a choćby większość, chrześcijan wiedzą cokolwiek o Duchu Świętym jako pozytywnej, aktywnej, zamieszkującej wewnątrz nich obecności. Pytanie dodatkowo uzasadnia prowadzenie się, stan oraz ignorancja, która w rażący sposób odrzuca nauczanie Nowego Testamentu.

Jezus powiedział o Duchu Świętym, że „On będzie w was”; „On poprowadzi was” (jak z wewnątrz), „we wszelką prawdę”; „On z mego weźmie i wam przekaże” i tak dalej. Jan, przez Ducha, powiedział (do wszystkich prawdziwych chrześcijan, a nie jakichś szczególnych jednostek, liderów czy nauczycieli): „Ale to namaszczenie, które od niego otrzymaliście, pozostaje w was i nie potrzebujecie, aby was ktoś uczył; lecz jak namaszczenie jego poucza was o wszystkim … ” (J 2:27). O ile ten tekst dotyczy bezpośrednio jednej szczególnej sprawy, to jest antychrysta, o tyle zasada, zgodnie ze słowami Jezusa, ma znacznie większe zastosowanie, a chodzi o to, że Duch Święty jest wewnętrznym arbitrem, który uświadamia wierzącym, co jest od Boga, co nie jest. Nie jest to coś, co dotyczy jakiegoś dalekiego punktu w duchowym życiu, lecz odnosi się do samego początku: „Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy” (Rzm 8:16). „Prawo życia Ducha” w swej istocie prawa duchowego wzrostu, mówi o rzeczywistości stałego wzrostu. Nie jest to sprawa ani trochę mniej ważna od duchowego zrozumienia i inteligencji, czym Nowy Testament tak poważnie zajmuje się.

Powiedzmy to raz, że ta zasada nie sprawia, jakoby chrześcijanin stawał się niezależny od poleceń udzielanych przez namaszczonych nauczycieli, ani żadną miarą nie znaczy, że stawia go na pozycji wyższej niż Słowo Boże. Duch Święty zawsze pracuje zgodnie ze Słowem Bożym i nigdy, żadne doświadczenie nie może postawić nas wyżej. Z takiej interpretacji, „oświecenia” czy „prowadzenia” (?) nic innego nie może pochodzić jak tylko skrajnie niebezpieczne ryzyko zwiedzenia, prowadzące to takiej niezależności czy wyższości. Niemniej, ten wewnętrzny rząd, oświecenie i świadectwo Ducha Świętego jest głównym czynnikiem, który „był na początku”. Rzeczywiście, sięga on do samej istoty nowotestamentowego chrześcijańskiego życia; istoty bycia prawdziwym dzieckiem Bożym. Oba te czynniki zarówno określają jak i definiują to, co możemy nazwać nową czy oddzieloną „rasą”, którą chrześcijanie powinni być.

Apostoł Paweł używając zwrotu: „ten, który jest duchowy” (1Kor 2:15; w B.W. jest: „człowiek duchowy” – przyp. tłum.), pokazuje na bardzo istotną różnicę między dwoma kategoriami ludzi. Nie tylko dzieli ich, lecz opisuje. Jak powiada, jednej kategorii brakuje pewnych szczególnych cech, darów i kwalifikacji, odnoszących się do poznania, rozeznania, sądu i zrozumienia. Druga kategoria charakteryzuje się zaś właśnie tymi umiejętnościami i kwalifikacjami. Nie jest to jednak dar udzielany w konsekwencji nowego narodzenia, a raczej jest cechą dziedziczną nowego narodzenia, jest częścią składową nowego życia. To ten, który „jest duchowy”; ten , który jest szczególnym rodzajem bytu. To „bycie” jest opisane jako „narodzenie z Ducha”, jako coś innego niż „narodzenie z ciała” – „zrodzony z Boga” jest czymś innym niż „zrodzony z woli człowieka”. Ta różnica jest wynikiem Adwentu. Jest to adwent (wejście) Ducha Świętego do ducha oddanego wierzącego. Z pewnością wydaje się zrozumiałe, że ta wewnętrzna obecność tego, który jest „Duchem żyjącego Boga”, Boga Ducha Świętego, ma być czymś więcej niż bierną, nieaktywną, nieoświecającą, niewspomagającą mocą czy inteligencją.

Ogromnie satysfakcjonujące jest obserwowani ludzi zmieniających swoje życie, zachowanie, sposób mówienia i ubierania, zwyczaje i postawy, nie dlatego, że inni postawili przed nim zestaw praw, lecz dlatego, że zamieszkujący w nich Duch Święty „powiedział” i dał poznać jakie jest Jego zdanie w tych sprawach.

Jeśli chodzi o Pismo to jest całe mnóstwo rzeczy, które przez wielu chrześcijan są uważane za jak najbardziej sprzeczne ze sobą i to tak, że moglibyśmy równie dobrze zadać pytanie: „Gdzie jest w nich Duch Święty”.

Istnieje podstawa tego wszystkiego: „jak było na początku”. To właśnie przyszło razem z adwentem Ducha Świętego. Taki jest zamiar i myśl, aby było to istotą samej natury nowego okresu działania Boga.

Nie chodzi o to, że było to uniwersalne i doskonale wypełniane, nawet w tamtych czasach, lecz było wówczas prawdziwie obecne, przykładając się do wielkich i drastycznych przemian ludzkiego życia – nawet samych apostołów. To właśnie, o wiele bardziej niż to, co widoczne na zewnątrz, było prawdziwą naturą i mocą „Księgi Dziejów Ducha Świętego”, jak brzmi prawdziwy tytuł księgi zwanej „Dziejami Apostolskimi”.

Ta macierzysta zasada funkcjonowała w każdym kierunku i powiązaniu tak samo, jak u Chrystusa: kościół, procedury, funkcja, działanie i tak dalej. Naszym celem jest pokazać to, w miarę jak jesteśmy do tego uzdalniani przez tego samego Ducha: ponieważ jesteśmy przekonani, że tak właśnie jest „jak było na początku”

Czasami słyszę, jak ludzie mówią: „Ach, nie patrz wstecz i na to, co było. Patrz, jak Bóg czyni nowe rzeczy” i cytują Pawła, mówiącego: „Zostawiając za sobą”. Jest to co najmniej powierzchowne myślenie, a może być zwodnicze i prowadzące w błąd.
Załóżmy, że nie było odstępstwa, odrzucenia, straty i porzucenia czegokolwiek, co było z Boga; że fundamentalne „zasady” nadal obowiązują zgodnie ze swoim znaczeniem, że jest tam miejsce na nawoływanie: „Idźmy ku pełnemu wzrostowi, nie wracając znów do podstaw…” (Hbr 6:1-6, tłum. z j.ang.). Jednak Nowy Testament, Wskrzeszony z martwych Pan, Duch, mają do powiedzenia mocne rzeczy na temat „upamiętania się i czynienia uczynków takich jak pierwej” (Obj 2:5). Pan musi ze smutkiem przypomnieć z jakiej pozycji Jego ludzie odstąpili i wezwać ich z powrotem do ich początków.
To było to, czego – poważnie – teraz nie ma.

[Głosów:1    Średnia:5/5]

admin

One Comment

  1. W zdecydowanym stopniu chrześcijanie pozwolili sobie na zastąpienie obecności i roli Ducha Świetego w kazdym nowo narodzonym , ludzkimi autorytetami . Zapomina się często słowa Jezusa o tym, że to właśnie Duch Święty wprowadzi nas we wszelką prawdę.
    Jest to moim zdaniem owoc klerykalizmu, który już w I wieku znalazł swoje miejsce wśród niepokornych przewodników pierwszego Kościoła.
    Stali się bowiem tak wielcy, że swoją ” mądrością” zmysłową, demoniczną skierowali ludzi ku bałwochwalstwu, a co za tym idzie zdegradowali potrzebę słuchania tego co mówi Duch Święty.
    Bo jeśli mówi, to tylko przez nich.
    Tak właśnie powstała organizacja zwana „kościłem katolickim”, ktôrej skutki demonicznego i bałwochwalczego działania są udziałem całego współczesnego chrześcijaństwa , także protestanckiego.
    Zatem ” kościół ” otrzymał nowego przewodnika w miejsce Ducha Świętego, mianowicie jedynie prawdziwych przewodników, którzy w odróżnieniu od plebsu są nieomylni i godni wszelakiego posłuchu i szacunku.
    Jeśli zatem Duch Święty przyszedł by przez Kościół u wielbic Jezusa, to kogo uwielbiają ci samozwańczy przewodnicy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *