Łaska

T. Austin-Sparks

Czytanie: List do Efezjan 1:2,7; 2:5,7,8; 3:2,7,8; 4:7,29; 6:24.
Księga Zachariasza 4:7.

Myślę, że będziesz pod wrażeniem tego, jak często w Liście do Efezjan pojawia się wyraz „łaska”. Muszę wyznać, że, gdy zauważyłem to i przekazałem do swego serca bardzo błogosławione znaczenie tego faktu, zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Myślę, że im wyżej sięgamy w Boskim objawieniu, tym bardziej subtelne zagrożenia pojawiają się i gdy dochodzimy pełni tego, co można nazwać prawdą efeską, bądź pozycją efeską, czekają tam na spotkanie z nami nasze największe zagrożenia, największe duchowe zagrożenia. Tym zagrożeniem jest to, że w pewnym stopniu zapominamy, że wszystko jest z łaski. List do Efezjan nie zajmuje się w jakiś szczególny sposób sprawą zbawienia. Gdy czytamy List do Rzymian, gdzie sprawa zbawienia zajmuje tak szczególne miejsce to, oczywiście, łaska stoi przed nami przez cały czas i zajmuje ogromną część naszej świadomości. W Liście do Efezjan bardziej zajmujemy się pozycją i stanowiskiem oraz bardziej aktywną stroną naszego duchowego życia, i to właśnie tutaj dochodzimy do zagrożenia, jakim jest odsunięcie na boczny tor łaski w jej najbardziej intensywnej formie. W miarę jak podążamy coraz wyżej i głębiej w duchowych sprawach życiowych, do czego powołał nas Pan, to zagrożenie jest rzeczywiście największe.

Tak więc, wracamy z powrotem ze zdumiewającym przypomnieniem, że zebraliśmy z sześciu rozdziałów Listu do Efezjan ponad dziesiątkę wersów mówiących o łasce. Nie chcę zajmować się poszczególnymi miejscami i ich osobliwymi powiązaniami i znaczeniami, lecz przyjrzeć się właśnie tej kumulacji, abyśmy w sercach pamiętali o tym, że bez względu na to jak daleko zajdziemy, jak wysoko duchowo możemy sięgnąć, jakikolwiek szacunek może nam zostać przyznany, jakakolwiek będzie to służba, do której zostaliśmy powołani, żeby nigdy, ani na jedną chwilę, w najmniejszym nawet stopniu nie wychodzić poza zasięg łaski czy te poza granice, w których wszystko jest z łaski.

Wiecie, w tym liście główne miejsce zajmują trzy rzeczy. Pierwszą jest tożsamość związana z Panem Jezusem, drugą, objawienie, a trzecią – powołanie. Szybko przypomina nam się o naszej tożsamości w Panu Jezusie. Zjednoczeni jesteśmy z Nim w Jego śmierci: „Bo jeśli wrośliśmy w podobieństwo Jego śmierci, wrośniemy również w podobieństwo Jego zmartwychwstania” – temat, z którym większość z nas jest dobrze zaznajomiona. Niemniej, musimy wrócić do tej sprawy z punktu widzenia łaski. Nie jestem pewien, że wystarczająco to rozpoznaliśmy. Przyjęliśmy to raczej jako coś dodatkowego, co mamy przy okazji poświęcenia i poddania, oddawania siebie Panu w pełniejszy i głębszy niż przeciętnie sposób. Ta myśl (nawet jeśli nie zdefiniowana wyraźnie to będąca gdzieś w tle), że dzięki temu, że przyjęliśmy pełne znaczenie krzyża, aby odstawić na bok starego człowieka i bardzo często połączyć z pozycją i akceptacją, że z tego, że robimy coś dodatkowego, że idziemy nieco dalej, i robimy to, oczywiście, wynika, że stawiamy siebie na drodze szczególnego błogosławieństwa Pana, z tego, że zajmujemy specjalną pozycję, musi wynikać, oczywiście, szczególne błogosławieństwo.

Być może jesteś w stanie wyjść poza to, co właśnie powiedziałem i rozumiesz, o co mi chodzi, lecz ja chciałbym ponownie wrócić wstecz do miejsca łaski. Oczywiście, uznajemy to, że krzyż Pana Jezusa jest Bożym wiecznym „NIE”. Potężne i obejmujące wszystko „NIE”, które wychodzi od Boga. Rasa, świat, upadła ludzkość, nie będące już w zgodzie z pierwotną myślą Boga – na to wszystko Bóg wydał swoje bezkompromisowe „NIE”. „Niemożliwe” zostało zapisane ze strony Boga nad ogólnym stanem i całą rzeczywistością, tak więc, zaszła sytuacja bez wyjścia, nie ma żadnych perspektyw, aby Pan wykonał cokolwiek ze Swoich zamiarów i planów dla tej rasy, w tym stanie i dlatego Kalwaria jest Bożym potężnym i ostatecznym „Nie” na całe stworzenie od czasu grzechu Adama.

Co można zrobić w tak impasowej sytuacji, gdy trafisz na martwy punkt? Z jednej strony wyraża się beznadzieja i desperacja, a z drugiej Bóg zawsze ma sposób na to, aby dolina Achor stała się drzwiami do nadziei.

Dolina Achor stanowiła faktycznie sytuacje bez wyjścia: Achan raz ze wszystkimi krewnymi, rodziną, całym majątkiem i posiadłościami, ze wszystkim, co się w jakikolwiek sposób wiązało z nim. Zostało to sprowadzone do doliny i całkowicie zniszczone. „NIE” wydane przez Boga: nie miało pozostać całkowicie nic. Prorok mówi nam, że Pan czyni z doliny Achor drzwi do nadziei. Kalwaria jest właśnie tym: dzięki łasce Bożej, ponieważ zmartwychwstanie Pana Jezusa jest Bożym empatycznym i obejmującym wszystko „TAK”. Po jednej stronie jest: „NIE”, lecz po drugiej: „TAK” i do tego „TAK” zostajemy wpuszczeni przez śmierć, Bóg zaś idzie ze Swą wieczną myślą i zamiarami dalej przez jedność zmartwychwstania w Panu Jezusie. Utożsamienie dowodzi tego, że nie jest to coś, co ty czy ja zaakceptowaliśmy w sposób godny pochwały, lecz jest tym przed czym nie możemy uciec, ponieważ, bez względu na to czy chcemy, czy nie, z Bożego punktu widzenia umarliśmy w Chrystusie. Tego nie da się jakoś zrobić, zostało to już osiągnięte. Nie możemy się przed tym wyrwać, wchodzimy pod ostateczne bezkompromisowe Boże „NIE”. Wszystko, co nam pozostaje do zrobienia to przyjąć to w wierze, lecz trzeba zobaczyć, że Boże „Tak” zależy od naszej akceptacji, a to, co wygląda jak dobrze zamknięte drzwi, staje się przez wiarę otwartymi drzwiami w łasce Bożej. To utożsamienie, które ten list otwiera, opiera się, jak zauważasz, na łasce: przebaczywszy nam nasze przestępstwa. Utożsamienie z Panem Jezusem jest łaską Bożą, a nie czymś, co robimy dzięki specjalnej zasłudze. Bóg otworzył drogę wyjścia z impasu w zmartwychwstaniu Pana Jezusa, wyjścia poza martwy punkt i wyprowadził nas z odmowy do czegoś pozytywnego, z „Nie” do potężnego „Tak, i odczuwam, że ty i ja musimy więcej korzystać z Bożego „Tak”. Widzę, że wspaniałym przesłaniem Biblii od samego początku do końca jest zmartwychwstanie. Nie śmierć, lecz zmartwychwstanie.

Jeśli tego nie rozumiemy, nie nauczyliśmy się jeszcze tajemnicy nadziei. Nie nauczyliśmy się Bożej tajemnicy, ponieważ Bóg wyszedł z wieczności, nie mówiąc „Nie”, lecz – „Tak” i Bóg dążył do Swego „Tak” przez całą historię. Jego „Nie” jest skierowane ku „Tak”. Tak częstogdy czytamy tak dużo Słowa, wydaje się, że wszystko jest tam negatywne, że jest całkowicie potężne „Nie”, poddawanie, odmawianie, lecz musimy zobaczyć, że Bóg nigdy nie porzucił Swego „Tak”. On dąży do „Tak” i choć Kalwaria z jednego punktu widzenia może wydawać się być „Nie”, rozpacz beznadziei, jest to Boży sposób na realizację Jego „Tak”. Ponieważ Kalwaria widzi usunięcie wszystkiego, co stworzyło impasową sytuację między nami, a Bogiem, staje się drzwiami łaski do wiecznego Bożego „Tak”. Cały zapis (zbadaj to na nowo, weź na świeżo ode mnie) od Księgi Rodzaju do Objawienia jest zapisem „Tak” – zmartwychwstania. Takie jest na wskroś przesłanie Słowa Bożego i wszystko, co wydaje się być z tym sprzeczne, wszystko, co wygląda na śmierć i odsuwanie na bok jest tylko (sam przekonasz się, że tak jest za każdym razem) Bożym sposobem doprowadzenia do Jego „Tak”.

Jeśli więc Pan pracuje z nami na drodze śmierci, usuwania i mówienia: „Nie”, i „Nie”, i „Nie”, jeśli przesiewa, jeśli łamie, jeśli opróżnia, jeśli wylewa, jeśli wygląda na to, że jedynym Jego sposobem jest odmawianie za każdym razem i doprowadzanie do zera to pamiętaj: Bóg dąży do Swego „Tak”, a nie do Swego „Nie”. Tak więc, mając Jego „Tak” na widoku, robi miejsce na Swoje wieczne „Tak”, a Boże „Tak” jest zawsze w imieniu zmartwychwstania. Widzisz Pana Jezusa martwego pod Bożym potężnym „Nie” obrazowo, jako ta rasa znajdująca się pod Bożym „Nie” – tak nigdy nie może być, z tym już skończone”. Wtedy jednak pojawia się Boża reakcja wkraczając w tą sytuację, wraz z potężną niezmienną deklaracją: „Bóg wzbudził Go z martwych… Bóg wzbudził Go z martwych”. Gdy więc Bóg powiedział Swoje „Nie”, wkroczył i powiedział: „Tak, nie zostawię tego w takim stanie”.

Jeśli zamierzamy iść z Panem, możemy dojść do takiego miejsca, z którego punktu widzenia wszystko wygląda jakby potężne „Nie” zostało wypisane nad całym naszym życiem, lecz Bóg zamierza przyjść ze Swym „Tak”; Bóg dąży do „Tak”. On trzyma się Bożego „Tak”, nie skupiaj się nadmiernie nad „Nie”. Uznaj tylko to, że owo „Nie” jest jedyną drogą do „Tak” lub, inaczej mówiąc, że śmierć jest drogą do życia. Lecz zapis jest zapisem zmartwychwstania. Ten zapis jest zapisem Bożego „Tak”. Bóg jest za czymś pozytywnym, a nie negatywnym. Tak więc, to utożsamienie jest sprawą Boskiej łaski.

Następną sprawą w tym liście jest objawienie, ponieważ w nim dane objawienie jest olbrzymie, a modlitwa apostoła za świętych jest potężną modlitwą w sprawie objawiania. Apostoł modli się tutaj o to, aby serca zostały oświecone, aby byli mocni i mogli wraz ze wszystkimi świętymi pojąć czym jest szerokość, długość, wysokość i głębokość, aby mogli poznać miłość Chrystusa. W tej modlitwie jest też znacznie więcej: aby mogli poznać przeogromną wielkość mocy Jego ku nam, którzy wierzymy – i tak dalej. A teraz uwaga: objawienie jest w takim samym stopniu sprawą łaski jak zbawienie. Nikt z nas nie jest w stanie w jakiś sposób zdobyć objawienia. Nie jest to coś, co mieści się w jakimś ponadprzeciętnym zrozumieniu i inteligencji, które do nas należą. Nie osiąga się go. Objawienie jest całkowicie z łaski Bożej. Powinienem się tym zająć znacznie obszerniej niż jesteśmy tu w stanie, lecz przypominam wam samego apostoła. Pamiętacie, co powiedział o objawieniu, które do niego dotarło: „Bym się więc z nadzwyczajności objawień zbytnio nie wynosił, wbity został cierń w ciało moje, jakby posłaniec szatana, by mnie policzkował, abym się zbytnio nie wynosił. W tej sprawie trzy razy prosiłem Pana, by on odstąpił ode mnie. Lecz powiedział do mnie: Dosyć masz, gdy masz łaskę moją, albowiem pełnia mej mocy okazuje się w słabości”. Łaska wkracza wraz z ponadprzeciętnym objawieniem – te dwie rzeczy idą zawsze razem.

Czego obawiał się Paweł i czego, możemy powiedzieć, obawiał się Pan? Tego, że posiadając tak ogromne objawienie mógł świadomie, bądź nieświadomie, dawać innym do zrozumienia, że miała na to wpływ jego super inteligencja, że było w tym coś z jego osiągnięć, coś, na co zasłużył, być może wielkość jego ofiary – to z czego zrezygnował i co cierpiał dla Pana. Tak więc, Pan dopuścił do tego, że wraz z objawieniem przyszło i cierpienie, aby pokazać, że człowiek tu nie ma nic do rzeczy. Nie chodziło o to czym był ten człowiek. Była to sprawa łaski Bożej i apostoł przypomina nam o tym przy kilku okazjach, że nie otrzymał tego na podstawie swoich zdolności czy jakiejkolwiek nadzwyczajnej naturalnej inteligencji. Wszystko zostało mu dane przez objawienie Ducha. Całkowicie i we wszystkim był zależny od Pana. Wszystko to było z łaski.

Czyż nie stawia to nas wszystkich na tym samym poziomie? Oznacza przecież, że, jeśli w tej dziedzinie nie liczą się nasze naturalne możliwości, jeśli nie ma żadnego znaczenia czymkolwiek jesteśmy z natury, lecz jest to wyłącznie sprawa łaski Bożej to będzie się to sprawdzać w życiu każdego z nas; tak, każdy może dojść do takiego objawienia przez łaskę. Oczywiście, zaczynamy wyrzekać się łaski Bożej z chwilą, gdy mamy choćby najmniejsze podejrzenie, że jesteśmy nauczycielami, ekspertami, specjalistami, tymi, którzy coś wiedzą. Jest to negacja samych fundamentów objawienia i wierzę, że wyjaśnia to dlaczego wielu z tych, którzy zaczęli od tego, że Pan dawał im prawdziwe objawienie z łaski w Swym Słowie, skończyło na zwykłej wiedzy, która jest zimna i martwa. To, co kiedyś było objawieniem, było pełne życia, zdrowia, pomocne innym teraz polega na tej samej frazeologii, tej samej prawdzie, tej samej doktrynie, lecz jest tak martwe, jak tylko może być – stało się zwykłą umysłową wiedzą. Straciło całe swoje życie i namaszczenie. Dlaczego? Ponieważ wykorzystali to; ponieważ dopuścili do tego, że zbudowali na tym swój autorytet, stali się kimś ważnym, a nie trwali w uznaniu, że każdy błysk światła był dany z łaski Bożej. Pan bardzo często utrzymuje nas w takim stanie, w którym, jeśli chodzi o każdą drobinę poznania, prawdy i objawienia, które do nas docierają, musimy po prostu trzymać się Go, często do ostatniej chwili trwać przy Nim, trzymać się Go, aby nic z eksperckiej ludzkiej mądrości nie przynosiło korzyści. Potrzebujemy tego, co wyłącznie Pan może dać przez objawienie, a On utrzymuje nas blisko Siebie, abyśmy, gdy już to przyjdzie, powiedzieli, że była to łaska i dobroć Pana, a nie coś z nas. Łaska Boża w służbie, łaska Boża w poznaniu.

Na zakończenie kilka słów o pozycji/powołaniu, ponieważ List do Efezjan wprowadza nas na naszą niebiańską pozycję/powołanie, a jeśli chodzi o nią to nadal jest to łaska. Powołanie ma dwa aspekty: części aktywną po naszej stronie oraz to, co moglibyśmy nazwać częścią pokazową po stronie Boga. List do Efezjan pokazuje nam obie strony.
Część aktywna należąca do nas

Szósty rozdział umieszcza nas na naszej aktywnej pozycji w okręgach niebieskich w Chrystusie. Czy jednak sądzicie, że możemy wypełnić nasze niebiańskie powołanie, wykonać pracę Pańską, być w jakikolwiek sposób skuteczni dla Pana, dzięki czemukolwiek czym jesteśmy bądź co mamy sami z siebie? Zostaliśmy wprowadzeni na bardzo wysoką pozycję. W tym rozdziale zostajemy ustawieni do walki z samymi mocami i zwierzchnościami i z władcami tego świata, duchowymi zastępami zła w okręgach niebieskich. To bardzo wysokie powołanie, to zawrotne stanowisko tam, gdzie te wielkie duchowe, inteligentne moce rządzą tym światem w swym grzesznym stanie, a z którymi rozprawiają się bezpośrednio z duchowego powołania ci święci, gdy się modlą, z pozycji, którą zajmują przez wiarę w Pana, wyposażeni w pełną zbroję, wspaniałe powołanie ponownego odbijania dla Boga ludzi, ciała i krwi oraz stanu świata.

Jakże wielu popadło tutaj w niebezpieczeństwo, w pułapkę myślenia, że tym, że to powołanie, ta praca, ten biznes reprezentuje jakieś lepsze miejsce, które zajmują, coś czym są? Skoro tak to korzystają z języka, zachowują maniery i podnoszą swój głos tak, aby zrobić wrażenie, że wykonują tą pracę dzięki czemuś, co osiągnęli tak jak zdobywa się urząd czy pozycję. Nic z tego. Pan często pozwala diabłu poobijać dookoła takich ludzi, aby pokazać im, że to wszystko to sprawa łaski; nie osiągniętej pozycji, nie czegoś czym są, nie tego, co można wypełnić oficjalnie, lecz tego, co jest oparte na łasce Bożej. Ta aktywna strona opiera się na łasce Bożej i nie ma tu miejsca na cokolwiek z człowieka, z ciała czy natury ludzkiej.

Istnieje ta druga strona powołania, którą nazwałem pokazową, Bożą stroną, ponieważ ten list przedstawia nam Boga, który czyni coś równolegle z łaską ze Swojej strony, co jest bardzo dalekie od naszej aktywności i bardzo dalekie od naszych możliwości zrozumienia, naszej inteligencji czy świadomości. Bóg daje poznać zwierzchnościom i mocom Swoją łaskę. One, posiadając wyższą duchową inteligencje, potrafią jak nikt inny odczytywać łaskę Bożą działającą w naszym życiu i wzbudza w nich zdumienie nad nią.
Te zwierzchności znają jej wartość. My możemy być zarozumiali, w nas może zadomowić się pycha, lecz ta wyższa duchowa inteligencja zna prawdę o nas i często musi się uśmiechać z powodu pychy, z zarozumiałości serca ludzkiego, gdy pojawiają się choćby ślady myśli mówiące, że możemy być czymś sami w sobie, bądź możemy zrobić coś z siebie. Te moce wiedzą o swej nadrzędnej mocy nad nami, gdyby nie ochrona Boża, wiedzą o tym, co mogłyby z nami zrobić, gdyby Pan podniósł ochronę, którą nas otacza.
Mogą śmiać się z nas, gdy widzą to wszystko, co obecnie mogą dobrze poznać na podstawie naszego upadłego stanu, słusznie i właściwie uważać za bezwartościowe, uważać za nic, nawet to, co ich dotyczy – nawet upadłe duchy.

Gdyby nie Bóg, źle byłoby z nami, ponieważ te moce prawidłowo widzą naszą skrajną bezwartościowość, lecz widzą też, że Bóg podejmuje to i na mocy naszych doświadczeń wprawia je w zakłopotanie i doprowadza do miejsca, w którym muszą odpowiedzieć przed Nim, do miejsca, w którym nie mogą już dłużej ustać przed Panem, tam, gdzie jest prowadzony Job, aby odpowiedzieć na wyzwanie księcia nad księciami upadłej hierarchii – i jest w tym coś z łaski Bożej. Bóg, bierze takie nic, to czego nie ma, co słabe, głupie i okazuje Swoją łaskę.

Czymże jest łaska Boża, jeśli nie działaniem, które bierze te bezwartościowe rzeczy i przez nie pokazuje Swoją wspaniałą modrość i moc? To jest łaska Boża, a wyższe inteligencje są pouczane w łasce Bożej przez doświadczenia, które przychodzą do nas w Bożej suwerenności, w Bożej mądrości. Łaska Boża zostaje wykorzystana, a nam mówi się, że w nadchodzących wiekach zostanie pokazane mocom i zwierzchnościom nadzwyczajne bogactwo łaski. Wszystko na wskroś jest z łaski. Nie tylko zbawienie, lecz wszystko aż do samego końca. Widzimy słowa z Księgi Zachariasza, kamień szczytowy zostaje umieszczony na szczycie świątyni wśród okrzyków: „Łaska, łaska mu”. W Liście do Efezjan to właśnie Dom Boży jest wprowadzany na widok po czym jest doskonalony, kompletowany, a ostatnią rzeczą, jaka będzie powiedziana o doskonałym Domu Bożym jest: „Łaska”.

W służbie nie ma ani trochę więcej zasługi niż w zbawieniu i nie ma więcej zasługi w duchowej wiedzy niż w naszym usprawiedliwieniu – to wszystko jest z łaski. Chcę podkreślić to, że Bóg tylko na takim gruncie może coś robić. Mamy w zwyczaj w taki sposób zwracać się do Pana, który w jakiś sposób wskazuje, że domagamy się od Niego, prawa, wyróżnienia, wartości, przedstawiając mu taki grunt, który nam się wydaje właściwy, aby Pan powinien zrobić to i powinien zrobić tamto, a Pan wymaga, abyśmy przychodzili do niego z każdym etapem i aspektem duchowego życia i relacji z Nim na miejsce, w którym powiemy: „Panie, jeśli to zrobić, będzie to całkowicie z łaski”; „Jeśli ta praca zostanie wykonana to będzie to całkowicie z łaski”.

Pan wymaga takiego gruntu, znajdziesz to w całym Starym i Nowym Testamencie, właśnie ten grunt, na którym praca Pana, czy to w pełni i całkowicie rozpoznajemy, czy nie, cokolwiek zrobi, wszystko będzie z Jego łaski. Choć mamy w Chrystusie przywileje i Pan czasami wzywa nas, abyśmy wnosili roszczenie do wypełnienia Jego obietnic – przede wszystkim to wszystko z Jego strony jest z łaski. Tak więc udajmy się do Jego łaski i dajmy Mu grunt, którego On potrzebuje, aby stale rozbudowywać i nigdy sami nie stawajmy się niczym jako wierzący czy pracownicy, czy mający jakąkolwiek wiedzę, lecz zachowujący wszystko jako otrzymane z łaski Bożej.

Edycja i wydanie: the Golden Candlestick Trust.

[Głosów:2    Średnia:5/5]

pzaremba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *