Poranek, południe i zachód wielkiego kościoła

Logo_Austin_windows

T. Austin-Sparks

Tekst do czytania: Dz.19; 20; 2 Tym. Obj. 2:1-5.

Historia „Efezu” przedstawiona w Nowym Testamencie jest podobna do pełnego promiennej chwały poranku; pełnego obietnicy i błogosławieństwa znaku: mocy, bogactwa, dobroczynności południa, jest jak chwała przemijającego dnia, zgromadzenie cieni, jak szybko zbliżająca się noc, wzbudzająca poczucie podupadania, straty i upadku. Jest to historyczna opowieść o bogatej obietnicy, wspaniałym bogactwie i ostatecznej tragedii.

Promienny poranek

Historię tych wspaniałych początków znajdujemy w opowieści snutej w 19 rozdziale Dziejów Apostolskich oraz w 20:17-38.

Jest to początkowo opowieść o małych początkach, nielicznej grupie uczniów, którzy mając do dyspozycji niezupełne instrukcje oraz ograniczone światło, dopowiedzieli całym sercem na dalsze oświecenie, a następnie stanęli na gruncie pełnego znaczenia Krzyża, którego znakiem był chrzest – śmierć, pogrzeb, zmartwychwstanie w Chrystusie i wynikające z tego rządy/panowanie Ducha Świętego.

Jest to również historia o nieuniknionym i niezmiennym powstaniu mocy zła i intensywnym konflikcie: rzeczywistym chrzcie w niebiańskim boju i cierpieniu Chrystusa. Była to reakcja „władców mocy ciemności” przeciwko inwazji Jezusa Chrystusa na ich terytorium. Ten konflikt spowodował utrwalenie się świadectwa i umocnienie się kościoła.

Po trzecie: jest to historia o długim okresie budowania, szkolenia w czasie którego te duchowe wartości w spontaniczny sposób wydostały się na zewnątrz: „Cała Azja usłyszała słowo”. Prawdziwa natura uniwersalnego Kościoła stała się naturą kościoła lokalnego; nie stało się to ani poprzez zorganizowany projekt, ani przez ustalenia jakiejś rady, maszynerii czy instytucji, lecz dzięki spontanicznemu i przelewającemu się duchowemu życiu.

Po czwarte: jest to wierne powtórzenie wszystkiego, co było robione i przekazywane wielkim kosztem, przy ogromnym cierpieniu, z bezkompromisową wiernością Chrystusowi i prawdzie. Epokę tą zamyka ostateczne prorocze ostrzeżenie. Jest to ostrzeżenie mówiące, że jeśli ogniste i zawzięte ataki wroga z zewnątrz nie dadzą rady złamać kościoła, jego świadectwa i daleko sięgającego wpływu, to zwróci się on do wewnątrz i „pośród was powstaną mężowie,… aby pociągnąć uczniów za sobą” (Dz. 20:30).

To wszystko składa się na cudowne, zachwycające serce początki. Jakże żywe i znaczące są to początki! Gdyby każdy lokalny kościół miał takie wyraźne i widoczne początki! To wszystko działo się z Boga, nie z człowieka, całkowicie pochodziło z Ducha Świętego, a nie z ciała, miało pochodzenie z Niebios, a nie z ziemskiego gruntu, a zatem miało wszystkie cechy niebiańskiego powołania; była to niebiańska pełnia, która spontanicznie wypływała na odległe obszary i niebiańska moc, która, przy zachowaniu prawdy, zwyciężała różnorodne zdradzieckie ataki ludzi i złych mocy.

Dopóki pozostawała na gruncie niebiańskim, Niebo wspierało. Fakt, że tak długo przetrwało i wywarło tak ogromny wpływ, można przypisać właśnie tym solidnym początkom.

Południe

Pomimo, że być może powinniśmy dalszą część tego, co piszemy, włączyć w tą drugą fazę, wydaje nam się, że pełny płomień (czas południa) znaczenia „Efezu” jest widoczny w Liście , któremu nadano tą nazwę (i być może innym). Paweł znajdował się wówczas w więzieniu w Rzymie. W suwerennym działaniu Boga został odcięty od osobistego podróżowania wśród kościołów oraz od wszelkiej innej działalności, jakkolwiek bardzo ważnej, i musiał teraz funkcjonować na innym etapie.

Pan, którzy rządzi wszystkim w życiu Swego sługi, działając na zasadzie porównawczych wartości, uznał, że Jego celom lepiej będzie służyć zamknięcie Jego sługi w odosobnieniu, co najmniej na jakiś czas. Tak więc, pomimo wszelkich wysiłków przeciwnika, aby w drodze tam zakończyć jego życie, Paweł wylądował w końcu w zamknięciu w Rzymie. Jakże doskonała i pełna mądrość Boża została usprawiedliwiona!

Od czasu, gdy „niebiańskie widzenie” nawiedziło go na drodze do Damaszku, w okresie około 28 – 30 lat, nieustannie wzrastała waga i znaczenie tego objawienia. Pan dodawał do niego poprzez specjalne wizje i objawienia (2Kor 12:1), poprzez rozważania, myśli i doświadczenie, w czasie licznych długich podróży pieszo czy morzem. Jakkolwiek wiele pozostawił na piśmie, ogromny materiał był przechowywany w sercu, który, aby być uwolnionym, wymagał oderwania i uwolnienia od administracyjnych obowiązków. Tak więc, Pan to zaplanował. Jakże ogromny dług winien jest uniwersalny kościół poprzez stulecia temu aktowi Bożej mądrości i suwerenności.

Nie wahamy się powiedzieć, że największym dokumentem, jaki kiedykolwiek został zapisany i dany człowiekowi jest to, co nazywamy „Listem do Efezjan”. (Wiemy, że jego zawartość ma charakter encykliczny, i że „do Efezu” było jakby pustym miejscem, w które wstawiano nazwy według przeznaczenia i nie sprzeczamy się z tym wnioskiem.) Z pewnością przeznaczeniem był Efez i ten fakt niesie ze sobą konkretne konsekwencje.

Po pierwsze: dobrze sprawdzonym faktem i znanym wszystkim kaznodziejom i nauczycielom, którzy swoją służbę sprawują w Duchu, jest to, że miara wolności i możliwość wyrażania się, zależy od tego, ile mogą przyjąć słuchacze. Jezus wyraził to, mówiąc: „Mam wam wiele do powiedzenia, ale jeszcze tego znieść nie możecie” (J 16:12). Jest to również kategorycznie stwierdzone w Hbr 5:11. Granice stawiane są przez dojrzałość, objawienie jest zatrzymywane przez brak wzrostu, bądź brak duchowego życia u słuchaczy. Sługa Pański, mówiący w Duchu będzie wiedział, kiedy nie można iść ani trochę dalej, a iść dalej w takim przypadku oznacza utratę namaszczenia i pomocy. To tak, jakby Duch Święty mówił: „Z tymi ludźmi mogę zajść tylko tak dotąd, nie są w stanie przyjąć nic więcej”. Z drugiej strony, cóż się dzieje, gdy nie ma takiego hamulca i można dać wszystko, co masz, ponieważ ludzie wyciągają to ze sługi i są w tym niezmordowani!

Oczywiste jest, że tak miały się sprawy z tymi, do których list był napisany. Apostoł był w stanie wylać przetrzymywane w niebiosach bogactwa. Jedyną przeszkodą był język: superlatywa na superlatywie. Doprowadza do degradacji języka, czasami rujnuje gramatykę, aby wyzwolić się z tego ciężaru. Nie istnieje nic równie głębokiego, nic bardziej chwalebnego, nic tak znaczącego dla kościoła, jak tekst, który został tutaj ujęty czy może uwolniony!

Ci wierzący musieli być w dobrej duchowej kondycji, aby to wszystko przyjąć. Paweł musiał odczuwać to, jak swobodny dzięki temu może być, aby tak otworzyć „niebiosa” – wyraz, który jest tak charakterystyczny dla tego listu.

Grupa chrześcijan otrzyma to, na co są przygotowani. Pan ma ogromne magazyny i jest ograniczany wyłącznie przez nas. Jedną z najsmutniejszych rzeczy jeśli chodzi o Izrael to było, że: „Dał im, czego żądali, tyle, że aż chorowali z przesytu” (Ps 106:15). „I dał im, czego żądali, a wszakże przepuścił suchoty na nich” (BG). Od postawy i stanu serca będzie zależeć to czy będą „suchoty” czy obfitość.

Po drugie: Umiejętność przyjmowania nie była jedną miarą tego, co można otrzymać, ważna również była natura tego. Nie tylko w ilości jest wartość. Ilość może spowodować przejedzenie lub ucisk. Ci, do których ten list został posłany nie byli gotowi do tego, aby wziąć na siebie wielkie zadanie związane, które wiązało się z tymi wspaniałymi ideami. Było tutaj coś, co w służbie jest określone zwrotem użytym przez psalmistę: „Głębina przyzywa głębinę”. Ich rozeznanie zrodzone było z pragnienia i potrzeby, i oni sami wykryli, że było to samo życie, ze względu na ich stan było to dla nich życiem.

Mamy w tym liście do czynienia z takimi rzeczami, które zawsze dzieliły ludzi zazwyczaj na trzy kategorie: na tych, którzy nie mają duchowego życia i ich reakcja polega na rezygnacji z tego, jako czegoś całkowicie tajemniczego i nie pojętego. Są też ‚intelektualiści’ i teolodzy, którzy rozwinęli to w różne doktrynalne „szkoły” i interpretacje, również to jest martwe i zimne, bądź prowadzi przełamujące się światłem serce donikąd; jest to owoc Martwego Morza, proch i pył, ból głowy i umęczenie.

Są jednak tacy, którzy mają „ducha mądrości i objawienia” oraz „namaszczenie” w sobie, którzy wiedzą, co to jest otwarte Niebo, ponieważ Krzyż pokonał naturalne bariery. Dla nich jest to bardziej natura, istota, niebiańskie światło; Boski potencjał i serdeczne błogosławieństwo otrzymywane przez objawienie, niż idee i koncepcje. Wierzący w Efezie najwyraźniej tacy byli, a co najmniej była wystarczająca ilość takich.

Jest jeszcze jeden czynnik, który już poruszyliśmy, lecz należy go podkreślić. Ci wierzący już cierpieli i byli cierpiący. Ich stan sprawiał, że było bezwzględnie istotne, aby źródło, które otrzymują, było czymś więcej niż symbolem. Tak, było to koniecznością. Byli spragnieni, stawali przeciwko siłom zła, świadomie potrzebowali pomocy w tej bitwie. Tradycyjna religia zawiodła ich a duchowy pokarm z trudnością docierał.

Jest to potężny depozyt, który Bóg dał ludziom znajdującym się w takich okolicznościach i który nabiera dla nich żywotnych wartości, ponieważ pojawia się potrzeba i posiadanie tego staje się sprawą życia lub śmierci – żywe światło lub przepadniemy!

Zachód

Jakże to smutne, że nie możemy tej historii zostawić tutaj, lecz, przykro mówić, zapis kończy: „The radiant morn hath passed away, And spent too soon her golden store…” (promienny świt przygaśnie wnet, wyczerpał źródło złotych łun…”).

Połączymy dwa fragmenty Słowa:

Wiesz o tym, że odwrócili się ode mnie wszyscy, którzy są w Azji” (2Tym 1:15),…
Do anioła zboru w Efezie napisz: . . . Lecz mam ci za złe, że porzuciłeś pierwszą twoją miłość. Wspomnij więc, z jakiej wyżyny spadłeś i upamiętaj się, i spełniaj uczynki takie, jak pierwej; a jeżeli nie, to przyjdę do ciebie i ruszę świecznik twój z jego miejsca, jeśli się nie upamiętasz” (Obj 2:1-5).

Porzuciłeś pierwszą swoją miłość”.

Z jakiej wyżyny spadłeś”.

Ruszę świecznik twój z jego miejsca”.

Generalnie panuje przekonanie, że Paweł napisał ten list w czasie pierwszego zatrzymania, i że minęło około czterech lat, gdy napisał do Tymoteusza, w czasie powtórnego pobytu w więzieniu, zatem to właśnie w ciągu tych czterech lat musiała zacząć się w Efezie tragedia. Ton listu całkowicie inny, o cały poziom niżej. „Wszyscy w Azji opuścili mnie”. Tymoteusz był odpowiedzialny za Efez. Wystarczy przeczytać 2 List do Tymoteusza, aby zobaczyć, co się stało i co działo się w Azji. To tragiczna historia.

Możemy stąd wyciągnąć kilka lekcji.

Po pierwsze: Jakże szybko może zmienić się cała sytuacja, jak szybko „upadek” zdarzyć, gdy – od wewnątrz – polityka zajmuje miejsce zasady; osobista pewność siebie spycha na bok duchowe prowadzenie zboru (w tym Liście wspomniano kilka osób w celu ich dyskredytacji); gdy uporządkowana duchowość, „urząd” i sposób postępowania są doprowadzane do stanu organizacji, ziemskich nakazów i technicznego systemu.
Albo to, co napisał Paweł, napomnienie i ostracyzm oraz wyrażona przez niego dyskredytacja i groźby było dla nich zbyt wiele na ten czas, więc odwrócili się od niego, albo jego standardy na ten czas były dla nich za wysokie, więc popadli w kompleks duchowej niższości, a być może jedno i drugie, niemniej przez ‚spaść’ Pan rozumie osunięcie się na niższy poziom.
A co charakterystyczne? Utrata pierwszej – pierwotnej, dziewiczej – miłości; zarzucenie „pierwszych uczynków”, dawnego wyrazu wczesnej i głównej wizji.

W tym, jak Pan zwraca się do Efezjan jest coś, czego należy się nauczyć. Pan powiedział: „Znam uczynki i trud twój, i cierpliwość” – po czym wzywa ich, aby czynili „pierwsze uczynki”. Nie oskarżył ich o to, że nie mają uczynków czy nie trudzą się, lecz o to, że odstąpili od pierwszych uczynków.

Po drugie: Można „odwrócić się od” naczyń Pańskich i nie uznawać tego, co Pan dał, lecz w ten sposób nie można uciec przed Panem.

Paweł odszedł około 64 roku naszej ery. Jan najprawdopodobniej pisał Księgę Objawienia około 20 lat później. W tym czasie podupadanie było już tak znacznie, że Pan poważnie podniósł kwestię usprawiedliwiania dalszego istnienia Świecznika – naczynia Świadectwa. Oczywiście, być może jakieś elementy tego upadku były już obecne za życia Pawła, lecz nie licząc Aleksandra Kotlarza były stłumione. Pan odsunął Pawła, ponieważ On wiedział o tym, a On nie wierzy w tłumienie – to co istnieje, wcześniej czy później będzie miało możliwość zamanifestować się, a to po to, aby zostało osądzone. Jakkolwiek było w tym przypadku, człowiek nie może odkładać rzeczy Bożych na bok i nie spotkać się z Bogiem w wybranym przez Niego czasie.

Dla wszystkich wiernych sług Pana będzie ogromną zachętą świadomość, że czas jest sprzymierzeńcem Pana, a ich „trud nie jest daremny w Panu” bez względu na to czy to zobaczą za swego życia, czy nie.

Zbliżamy się do końca. Nie chodzi o to, że właśnie Efez czy jakieś inne miejsce, jako takie, Pan zachowuje dla siebie nietknięte. Ten Świat pokryty jest miejscami i instytucjami, które kiedyś były miejscami obecności Jego chwały, mocy i użyteczności, lecz dziś są pustymi muszlami bądź cieniem tamtej chwały. Bóg nie jest tak zainteresowany środkami, których używa, co duchowymi wartościami, które ujawni wieczność. Pan jest zainteresowany ludźmi, a ludzie duchowej miary nie słabną z czasem. Ostatecznie taka jest miara złota Chrystusa, który symbolizuje Świecznik.

Opublikowano po raz pierwszy w „A Witness and A Testimony” magazine, lipiec/sierpień1963, Vol 41-4.

[Głosów: 0   Average: 0/5]

pzaremba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *