Wierząc w to, co usłyszeliśmy

T. Austin-Sparks

Czytanie: Izajasz 53:1-12.

Ważne przyjąć tutaj, że podział rozdziałów nie jest w tym miejscu zbyt szczęśliwy i część rozdziału 52 od wersu 13 do końca należy do rozdziału 53 i jest związana ze swej natury z rozdziałem 53, a co nazywamy synopsis, streszczeniem. Gdybyście mieli zebrać cały 53 rozdział, jeśli chodzi o zawartość oraz cechy, to nie znajdziecie lepszego sposobu na wyrażenie i zdefiniowanie go, jak słowa tych trzech wersów, które nadają główny kierunek objawienia i proroctwa. Jeśli przeczytasz je, biorąc to pod uwagę, to zobaczysz, że ustawiają i obejmują te wielkie rzeczy, które charakteryzują różne zwroty postępującego tekstu tego wspaniałego rozdziału. „Oto szczęśliwie się powiedzie mojemu słudze: Będzie nader wywyższony i bardzo wysoko wyniesiony”. Stąd trafiasz od razu na koniec rozdziału 53 i widzisz wszystkie kwestie, które pojawiają się w tym rozdziale, po czym idąc wstecz od końca rozdziału 53 oraz wspaniałego zakończenia wszystkiego: „Jak wielu się przeraziło na jego widok – tak zeszpecony, niepodobny do ludzkiego był jego wygląd, a jego postać nie taka jak synów ludzkich, tak wprawi w zdumienie liczne narody, królowie zamkną przed nim swoje usta, bo zobaczą to, czego im nie opowiadano, i zrozumieją to, czego nie słyszeli”. Tymi słowy Pan przedstawia Tego, którego nazywa „Moim sługą”, cierpiącego Sługę Pańskiego. Pan pokazuje Go i wzywa nas do zastanowienia się nad Nim oraz zapowiada Jego dzieje, obejmując całe Jego życie od narodzin, a nie śmierci, do objęcia samego tronu Wszechświata, najwyższego miejsca nad wszystkimi królami i władcami. Widzisz zakres tego znanego rozdziału. Samo zwrócenie uwagi tylko na jego rozpiętość robi wrażenie swą okazałością, wspaniałością.

Obawiam się, że czasami ten mały zwrot czy tytuł: „Izajasz 53” wprowadza w naszych umysłach obraz cierpienia, Krzyża Pana Jezusa. O ile zajmuje to tak dużo miejsca, nigdy nie jest pozostawione samo sobie, lecz jest to cierpienie i chwała, która powinna następować potem. Te dwie rzeczy idą zawsze razem. Jeśli będziemy je utrzymywać razem, zachowamy równowagę i zawsze w tym cierpieniu będzie nuta zwycięstwa. Nie można tracić tej nuty zwycięstwa w niewysłowionym cierpieniu i smutku tego rozdziału. Zanim Pan zacznie kreślić jakiekolwiek szczegóły, przed wprowadzeniem Swego Cierpiącego Sługi, natychmiast prowadzi cię do tego zakończenia, do istoty. Nie zaczyna od przejścia Swej drogi, jak wynika to z historycznej sekwencji, od początku do końca, lecz zabiera cię do zakończenia, a wtedy jesteś w stanie zrozumieć i docenić wszystko inne: znaczenie, cel, kierunek, Boży cel tego wszystkiego. Bóg, patrząc ze Swego punktu widzenia, zawsze wprowadzi do serc ludzkich wywyższenie Swego Syna jako pierwszą uwagę, która jest pokreśleniem, uwydatnieniem objawienia.

Przejdź do Księgi Dziejów a okaże się, że pierwsze głoszenie Ewangelii Jego Syna Jezusa Chrystusa przedstawia Go przede wszystkim jako wywyższonego a apostołowie zawsze stąd zaczynają, właśnie z tego miejsca. Bóg zaczął prace w nich od tego doświadczenia. Totalną zmianę w nich spowodowało nie to, że znali Jego cierpienie, że widzieli Jego Krzyż, że byli pod ogromnym wrażeniem patosu i tragedii tego wszystkiego – choć niewątpliwie tak było – ponieważ to, samo w sobie, nie zmieniło by ich i nie wyposażyło do wielkiego życiowego dzieła stojącego przed nimi. Z drugiej jednak strony, gdy zobaczyli, kim rzeczywiście On jest w chwale, byli gotowi nadać właściwą i prawdziwą wartość tym cierpieniom, zobaczyć ich znaczenie, dzięki czemu, patrząc z punktu wywyższenia i chwały, mogli korzystać z pełni tego dobra. Właśnie tutaj Pan zawsze zaczyna.

Tak więc, te trzy wersy przedstawiają Jego Sługę, zaczynając od końca cierpienia: miejsca „bardzo wysokiego”, wywyższonego i wyniesionego. Tutaj zaczyna się historia apostoła Pawła. O Jezusie z Nazaretu wiedział wszystko. Wszystko o Jego śmierci na krzyżu. Znał dokładnie te wersy o cierpieniu Sługi Pańskiego. Saul z Tarsu był bardzo dobrze zaznajomiony z 53 rozdziałem Księgi Izajasza, lecz co on dla niego znaczył? Dopóki nie zobaczył Jezus z Nazaretu bardzo wysoko, podniesionego i wywyższonego, to wszystko nie miało dla niego takiego znaczenia, które przemieniło by go. Gdy zobaczył Tego, którego chwała i jasność były większe niż Słońce w południe, wtedy zaczął rozumieć znaczenie i wartość tego cierpienia.

Teraz, umiłowani, o ile tak bardzo potrzebujemy zrozumienia i uznania Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego, oraz całej wartości dzieła Jego Krzyża to, to co rzeczywiście będzie miało moc przemiany w naszym życiu to widzieć z Bożej perspektywy kim jest Jezus: widzieć Go bardzo wysoko, nader wywyższonego w Swym wyniesieniu, pracującego jakby w dół. Zastanawiam się czy mogę to ująć w taki sposób, aby zrobić na was wrażenie. Zmiana przyjdzie wtedy, gdy ty i ja (ufam, że mogę to powiedzieć o nas wszystkich, o tych, którzy przyszli drogą Jego wspaniałego zadośćuczynienia do przyjęcia Go), zobaczymy Go takim, jaki jest, w Jego nieskończoności i uniwersalności, w wiecznej chwale. Gdy Go takim zobaczymy, będziemy zdumiewać się i zachwycać, staniemy oniemiali i totalnie osłupieni! Mając tedy przed sobą tę przełamującą się nad nami chwałę, będziemy na nowo okazywać wdzięczność i powiemy: „Czy to On pozwolił ludziom bić Go i pluć na Niego, upokarzać Go? Oskarżyć Go o wszelkie przewinienia i wszelkie zło, które ludzie mogli zrzucić na człowieka, ukrzyżować Go jako kryminalistę – Tego?” Wtedy nasze serca docenią znaczenie Jego upokorzenia, Jego opróżnienia siebie.

Patrząc z tego punktu widzenia lepiej docenimy główną zawartość 53 rozdziału Księgi Izajasza. Dziś nie jest to niemożliwe, a jest wolą Bożą, abyśmy w większym stopniu uchwycili chwałę Pana Jezusa. Gdy już to posiądziemy, znaczenie Jego Krzyża wywrze na nas o wiele większe wrażenie. Wtedy bardzo pozytywnie zrozumiemy Jego słowa: „Ty mnie uwielbij, Ojcze, u siebie samego tą chwałą, którą miałem u ciebie, zanim świat powstał. Chwałą, którą miałem, którą zostawiłem, która do Mnie należała, którą jednak zostawiłem – dla tego”. Może to nie robić na tobie wielkiego wrażenie, jednak ufam, że przyjdziesz z tym do Pana, a pamiętaj, że tylko wtedy można wystarczająco zrozumieć zbawienie, odkupienie, gdy ma się wystarczającą świadomość tego, kim jest Zbawiciel. Nie jest to ktoś zwyczajny, zwykły Człowiek, a nawet nie Superman. To jest Ten, który miał udział w wiecznej chwale zanim powstał ten świat i zgodził się na jej zostawienie ze względu na nas.

Mając to w pamięci, widząc, jak Pan przedstawia Swego sługę, i będąc pod tym wrażeniem – jak powinniśmy być – możemy wraz z narastający napięciem iść dalej z tekstem 53 rozdziału Księgi Izajasza. Czy zwróciłeś uwagę na to, że całość, bądź większość, jest zapisana w czasie przeszłym? Wygląda to tak, jakby ktoś spoglądał wstecz, a przecież zostało to napisane wiele lat wcześniej, zanim się stało. Napisano to z retrospektywnego punktu widzenia i robi potężne wrażenie, gdy rozpoznasz, że to Duch Święty sprawił, że człowiek zapisał to z perspektywy czegoś, co się już dokonało. Nie zapominaj o tym, że nie prorok to mówi. O ile prorok to pisze, nie prorok to mówi. Po prostu Izajasz jest inspirowanym instrumentem Ducha Świętego, który zapisał to, co w umyśle Ducha Świętego będzie mówione do ludzi w jakiejś przyszłości.

To nie prorok mówi: „Kto uwierzył wieści naszej?” Mówią to ludzie żyjący wiele lat później, spoglądający wstecz na swoją ogromną głupotę, widząc swoje nie dające się opisać szaleństwo i mówią: „Kto uwierzył temu, co usłyszeliśmy?” Nie jest to nasza „relacja” w tym sensie, że to nie my składamy sprawozdzenie. Usłyszeliśmy coś, a kto spośród nas uwierzył temu? Któż z nas uwierzył temu, co usłyszeliśmy, historii opowiedzianej o Nim, która została nam przekazana?” Ogólna odpowiedź na to pytanie brzmi: „My nie uwierzyliśmy temu, co usłyszeliśmy, a ponieważ nie uwierzyliśmy w to, co usłyszeliśmy, następuje dalsza część: „Wzgardzony był i opuszczony przez ludzi…” ponieważ nie uwierzyliśmy”. Chcę to wrzucić na samym początku wprost jako istotę. Umiłowani, jest to potężne wyzwanie dla naszych serc zwrócone w pewnym szczególnym kierunku. Jeśli nie jest to skierowane bezpośrednio na odkupieńcze dzieło Pana Jezusa to może nas dotyczyć w innych dziedzinach. Usłyszeliśmy o Nim, przyszła do nas jakaś informacja o Nim, a my nie uwierzyliśmy. Wrzuć to wprost do sprawy Pana. Oto jest Ten „wysoki”, „wyniesiony” i to wszystko, co zostało o Nim powiedziane z natchnienia Ducha Świętego w naszym czasie, a my nie uwierzyliśmy. Jakie okropne konsekwencje może to mieć dla nas?

Oto wszystko, co zostało o Nim napisane teraz zostało pokazane jako prawdziwe, dowiedzione jako prawda kim On jest, gdzie On jest. Każda najdrobniejsza cząstka jest prawdą, a teraz ta prawda zostaje ustanowiona w Nim jako uwielbionym wywyższonym, bardzo wysokim, my zaś musimy spotkać się z tą chwalebną prawdą we wszystkim, co zostało o Nim powiedziane; czy powiemy: „Nie uwierzyliśmy”? Czy kiedykolwiek zostanie powiedziane o kimkolwiek z nas, że nie uwierzyliśmy w to w jakiejś części bądź w całości? Takie jest wołanie ludzi oświeconych, tych, którzy teraz wyrażają żal za grzechy i smutek. Dzięki Bogu to proroctwo dotyczy Izraela. Przyjdzie taki dzień, że odrzucający Pana Izrael zajmie postawę, o której czytamy w tym rozdziale i pokutując powie: „Któż uwierzył temu, co zostało powiedziane o Nim? My nie uwierzyliśmy?” W głosie pokutującego w tym dniu Izraela będzie słychać szloch: „Wiedzieliśmy to wszystko, wszystko to było nam wiadome, mówiono nam o tym, a my nie uwierzyliśmy temu, odmówiliśmy przyjęcia opowieści o Nim”. Straszliwa jest możliwość usłyszenia i odrzucenia tego, co usłyszano, sięgająca konsekwencjami poza możliwość pokuty: widzieć Go zrehabilitowanego i wiedzieć, że stoimy potępieni, ponieważ nie uwierzyliśmy.

Kto uwierzył?

Może się okazać, że są pewne szczególne wytyczne tego rozdziału dotyczące odkupieńczego dzieła Pana Jezusa na Krzyżu, odnoszące się do naszych grzechów, naszego zbawienia. Słyszałeś o tym, słyszałeś to opowiadanie, opowiadano ci historię Jego Krzyża, wiesz to wszystko. Stale i wciąż zwracało to twoją uwagę, było ci przedstawiane. Ach, kochany przyjacielu, zbliża się dzień, gdy ujrzysz Tego, który jest bardzo wysoko, nader wyniesionego: Jezusa z Nazaretu. Czy wtedy twoja pozycja i postawa będzie wyglądała tak: „Tak, nigdy nie uwierzyłem w to, nigdy nie uwierzyłem ku memu zbawieniu”? Pytam cię: co robisz z tą relacją? Co robisz z przedstawianym ci Jezusem Chrystusem? Co robisz z tym, co przychodzi tak często, tak często zwraca uwagę na Niego i Jego dzieło ku zbawieniu? Co ty z tym robisz. Nie chodzi mi o to, że przyjmujesz to intelektualnie czy wierzysz, że taka historia wydarzyła się: „Tak wierzę, że tak było”. Pytam się ciebie czy wierzysz w sposób, który zbawia, wierząc ku zbawieniu twojej duszy – czy opierasz cały twój wieczny dobrobyt i przeznaczenie na tym, co zrobił Jezus na Kalwarii? Jest to jedyna wiara w tą opowieść, która zbawia.

Umiłowani, nawet jeśli jest tu 150 wierzących i jeden niezbawiony to warto, aby te 150 osób zatrzymało się na chwilę w swej żarliwości, że otrzymają coś dla siebie i skierować się do tej zgubionej duszy. Ewangelia musi być głoszona ze względu na tą jedną duszę, a jestem całkiem przekonany o tym, że jesteś nastawiony do tego z sercem i nie wolno nam tego lekceważyć, uważając, że skoro jest to miejsce, w którym Pańscy ludzie gromadzą się to nie ma wśród nas niezbawionej duszy.

W żadnym wypadku nie zamierzam ryzykować, aby niezbawiona dusza wmieszana w lud Pański nie została dotknięta i odeszła stąd. Gdybyś tylko mógł wejść w pokucie do tego miejsca, przewidzianego w tym rozdziale i powiedzieć: „Nie uwierzyłem w to, co słyszałem. Wiem, niewiele możesz mi o tym powiedzieć, czego bym nie wiedział, a jednak nie uwierzyłem ku zbawieniu mojej duszy”. Drogi przyjacielu, nachodzi chwila, gdy to wszystko wybuchnie wobec Wszechświata. Chrystus, już nie Adwokat wstawiający się za tobą u sprawiedliwego Boga, lecz Sędzia wszystkiego, zajmie Swoje miejsce jako Sędzia i nie będzie już więcej odpowiadał na zarzuty. Wtedy będzie za późno powiedzieć: „Nie uwierzyłem, że to wszystko prawda. Rozumiem, że jest to prawda, lecz nie uwierzyłem” – wtedy będzie za późno.

Od samego początku Bóg zapowiada, jakie będzie zakończenie. Na początku Bóg mówi: „TO jest Syn a ten Mój Sługa będzie wywyższony i będzie bardzo wysoko”. To jest Boże „będzie”. Pan mówi, że On będzie wywyższony, że będzie wyniesiony bardzo wysoko. Spójrz na te zapowiedzi w Izajaszu 53: „On zobaczy potomstwo, On przedłuży Swoje dni… On zobaczy za cierpienia swej duszy i będzie nasycony”. To są słowa Ducha Świętego, a nie zwykłego ludzkiego proroka, to Boże słowa i Bóg wprowadza te wszystkie zapowiedzi, na samym początku, On wprowadza Swego Sługę i On mówi, jak to z Nim w końcu będzie. My zaś przyjdziemy do Boga i zobaczymy spełnienie wszystkich zapowiedzi. Kiedy jednak już tam staniemy, będzie za późno, aby zdecydować się czy uwierzymy, czy nie.

Tak więc, pokazawszy nam zakończenie, Bóg prowadzi nas ku temu, w co musimy uwierzyć, abyśmy się tym rozkoszowali, a nie trzęśli ze strachu.

Rozumiesz, o co mi chodziło, gdy powiedziałem, aby wejść do tej chwały i wartości końca tego dzieła odkupienia? Musimy widzieć koniec tej historii, widzieć koniec od samego początku, a to z pewnością spowoduje wielki stres w sercu.

Pozwól sobie przypomnieć, że o ile dotyczy to niezbawionych mężczyzn i kobiet, tych, którzy nie uwierzyli w zbawienie ich dusz, ta zasada działa również w przypadku ludzi Pańskich w każdym fragmencie objawienia Jezusa Chrystusa. Pan nieustannie otwiera Swoim ludziom skarby poznania Swego Syna. Nieustannie wydobywa bogactwo Chrystusa, stale, jak skarbnik, wynosząc stare i nowe rzeczy, wszystko, co dotyczy Jego Syna, Jezusa Chrystusa, naszego Pana. On przynosi zawsze świeżą pełnię Chrystusa w objawieniu i prawdzie.

Co my z tym robimy? Czy uwierzyliśmy aktywną wiarą, która pojmuje, chwyta rękoma? Umiłowani, ostatecznie zostanie dowiedzione, że każda drobina mówiąca o Panu Jezusie, wszystko, co Duch Święty daje, jest prawdą. Chodzi zaś o to, czy my w tym będziemy? Ponieważ to wszystko jest dla nas. Nie ma takiej chwały, moralnej doskonałości i splendoru Pana Jezusa, które nie byłyby dla nas dostępne, lecz konieczna jest zrozumienie wiary i działanie wiary. Ach, jakże dużo słyszymy, jakie mnóstwo dochodzi do nas jako ludu Pańskiego. Jak bardzo wielostronne jest objawienie Chrystusa. Jakże prawdziwe to jest, jak bardzo różnorodny jest Pan, jak wielowymiarowa Mądrość Boża, a my stale szukamy Go, patrząc pod nowymi kątami, co oznacza, że dostrzegamy pewne nowe cechy tego chwalebnego Klejnotu.

Nam jednak nie wystarczy, że schodzimy się razem i widzimy, to za mało, że ktoś nam to przedstawi, opowie. Ja chcę zabezpieczyć bądź ostrzec przed tym, co wydaje mi się tak straszliwą tragedią, jaka tylko może być: to, że ludzie stale i wciąż schodzą się razem, miesiącami i latami w takich miejscach jak tutaj, którzy mają dosłownie w stosach poukładane góry prawd o Panu Jezusie, no i nie mogę wymyślić większej tragedii niż istnienie ludzi, którzy to wszystko mają, którzy powinni być co najmniej na tej pozycji („nie uwierzyliśmy” – przyp. tłum.), lecz porównywalnie niewiele z tego staje się w nich realnym życiem, doświadczeniem. (Dreszcz mnie czasami przenika, gdy pomyślę wstecz o tych latach służby, co do jej praktycznej pracy i osiągnięć – jak wiele zostało dane)

Czy nie wydaje ci się, że byłoby dla nas czymś strasznym, zobaczyć to wszystko w żywej prawdzie w Chrystusie co najmniej jaśniejące, wszystko, co słyszeliśmy, całą pełną chwały, żywą rzeczywistość, to, do czego ty i ja zostaliśmy powołani przez opowieści o Nim, jako coś zewnętrznego, obiektywnego, poza nami, nas samych oddzielonych?

Słyszymy to. Czy cieszy nas to, co jest tylko reprezentacją prawdy? Byliśmy pobudzeni, być może, gdy tam byliśmy. O tak, minęła ta konferencja, a my wyglądaliśmy następnej, po czym słyszeliśmy jeszcze więcej, wiele więcej, cieszyliśmy się, konferencja minęła a my mamy już kolejną i przy całym tym zbliżaniu się, mijaniu i objawianiu Jezusa Chrystusa, nasze serce nigdy nie było w takim stanie, aby doprowadzić nas odpowiednio do wiedzy do istoty rzeczy. Choć nie można powiedzieć, że nie uwierzyliśmy intelektualnie, to w sercu nie uwierzyliśmy w tym sensie, w którym uświadomienie jest zbawcze, przemieniające. Nie skorzystaliśmy z wiary w prawdę.

Ja jestem odpowiedzialny za to, aby mówić w ten sposób zarówno do was jak i do swego własnego serca. Obserwujemy jako ci, którzy mają zdać sprawę i w cichości bolejemy i niesiemy ogromny ciężar, gdy nie widzimy, że lud Pański idzie do przodu, że rozwija się. Gdy po latach jest bardzo niewielki postęp, maleńki rozwój, gdy go w praktyce nie ma wcale, gdy widzimy, że jest tak wielki zastój tu, gdzie byliśmy, ach jaka to odpowiedzialność.

Umiłowani, jako ten, który jest strażnikiem i który musi ostrzegać, ponieważ krew tych, którzy widząc zbliżającego się nieprzyjaciela, nie wydali ostrzegawczego dźwięku, znajdzie się u ich drzwi, powiadam wam: widzę przeciwnika. Widzę przeciwnika na horyzoncie a ten przeciwnik to fakt, że jeśli w tym wspaniałym dniu objawienia Jezusa Chrystusa nie będziecie mieli żadnego udziału w praktycznej stronie tego, o czym słyszeliście, wy, którzy słyszeliście tak dużo, którzy tak wiele wiecie, zostaniecie skazani.

Nalegam na to, co konieczne (ach, wiernie uczestniczysz w zgromadzeniach, zawsze tam jesteś i prawdopodobnie z wielkim poświęceniem), na zbadanie istoty wiary wobec prawdy jaka jest w Jezusie, aby w twoim życiu stała się czymś żywym, abyś wszedł w to w wymiarze Chrystusowym, w którym zostało ci to objawione. Koniecznością jest: „Słowo usłyszane nie przydało się na nic, gdyż nie zostało powiązane z wiarą tych, którzy go słyszeli” – powiedział apostoł. Nie traktuj „wiary” jako zgody umysłu, intelektualnej akceptacji, po prostu jako coś, co jest przeciwne do powiedzenia: „Ja nie wierzę”. Pamiętaj o tym, że wiara zawsze jest aktywną i pozytywną zasadą. Wzywa do przywłaszczenia sobie czegoś, nawet jeśli tego czegoś nie widać, sięga, chwyta oraz ćwiczy siebie w odniesieniu do tego czegoś. „Wiara jest pewnością tego, czego się spodziewamy, przeświadczeniem o tym, czego nie widzimy”. Wiara jest czymś bardzo praktycznym.

Jeszcze nie tknęliśmy zawartości 53 rozdziału Księgi Izajasza, po prostu zajęliśmy się prawem, który rządzi tym rozdziałem. Kiedy już uznasz to, na czym ten rozdział jest zbudowany i zrozumiesz, co z tego wszystkiego wyniknie, możesz wrócić i faktycznie popracować nad tekstem rozdziału i zobaczyć, że Duch Święty zapowiada taki dzień, w którym ci ludzie, którzy nie uwierzyli, rozpoznają głupotę swej niewiary. W tym sensie, zrozumienie swej głupoty sprowadzi ich na kolana i powiedzą: „Kto uwierzył temu, co słyszeliśmy? To prawda”. „Wyrósł bowiem przed nim jako latorośl i jako korzeń z suchej ziemi”. To prawda, że Jego wczesne życie i charakter były takie, że wzrastał przed Panem, jak delikatna roślina, tak było w Jego młodości, dzieciństwie, wiemy o tym. Prawdą jest, że dorastał przed Panem tak, jak nikt inny nigdy dotąd.

Wzgardzony był i opuszczony przez ludzi” – tak, to my pogardzili Nim i odrzucili Go, to my odwróciliśmy (zakryliśmy) swoje twarze od Niego. Pogardzano Nim, a my nie szanowaliśmy Go. Tak było, a nawet znacznie więcej, tak było naprawdę, więc tutaj zawarty był czynnik zbawczy i składnik pośrednictwa. „Lecz on nasze choroby nosił, nasze cierpienia wziął na siebie” – nie była to kara za Jego grzech, lecz kara za nasz grzech.
Tak idziesz dalej i widzisz, że musiało to mieć związek ze sprawami moralnymi w tym Wszechświecie. W istocie chodziło o sprawy moralne, nasze przestępstwa, ponieważ „wszyscy zbłądziliśmy, każdy z nas na własną drogę zboczył”.

Tak, chodzi te wszystkie nieopisane haniebne czyny – lecz to wszystko zostało tak dobrowolnie wzięte przez Niego, tak, właśnie tak ochoczo. Jego skwapliwość w tym wszystkim może być odpowiednio przedstawiona tylko jako owca idąca na rzeź, żadnego oporu, żadnego kwestionowania, narzekania – prowadzona w milczeniu. Działo się to tak ochoczo, że trudno w to uwierzyć, że w ogóle się zdarzy. Gotowość na to wszystko. Nie było popędzania, przymusu, zmuszania. Ani niebo, ani człowiek nie musieli poganiać Go do Jego śmierci, lecz był: „jak jagnię na rzeź prowadzone i jak owca przed tymi, którzy ją strzygą, zamilkł i nie otworzył swoich ust”. Żadnego narzekania, oporu, we wszystko wprowadzony całkowicie dobrowolnie. Wiemy o tym, mówiono nam to wszystko, taki jest przekaz, o tym wiemy. Tak, i niesprawiedliwość tego wszystkiego.

Przeczytaj ten rozdział ponownie a zobaczysz akapit, który mówi o niesprawiedliwości i nieprawości, które towarzyszyły Jego sądowi i Jego Śmierci. „Wyrwano go bowiem z krainy żyjących, za występek mojego ludu śmiertelnie został zraniony”. Wyrwany przez człowieka, który obrzucił Go oskarżeniami, przekupiony, nakłoniony przez fałszywych świadków, którzy nie dali Mu szansy, lecz podjęli wszelkie możliwe środki ostrożności przeciwko sprawiedliwości, aby wykonać to, co przeciwko Niemu postanowili. Tak, nie dano Mu zwykłej dla kryminalistów uczciwości, nie dano Mu szansy skorzystania nawet tego zwykłego przywileju tamtego czasu, który umożliwiałby mu uwolnienie, gdyby był zwykłym kryminalistą. Nie, uciszyli Piłata i nie pozwolili na to, aby to zasugerował, a był to czas, w którym choćby nawet był winny to mieli w zwyczaju, aby im kogoś wypuścić.
Nie, tak bardzo śmiertelnie zatwardziali byli, aby go zniszczyć, że nie dali Panu Jezusowi takiej możliwości. A to wszystko razem wzięte – dobrowolne zaakceptowanie, przejście tego wszystkiego w związku z naszym grzechem i naszymi przewinieniami – po to, abyśmy zostali uzdrowieni.

Jego ranami zostaliśmy uzdrowieni”. Wyraz „uzdrowieni” pojawia się tylko cztery razy w Starym Testamencie i to w Księdze Kapłańskiej. Dotyczył on tego rodzaju uzdrowienia, na które mieli zwrócić uwagę kapłani. Gdy trędowaty, który został oddzielony z powodu choroby, przechodził leczenie i w końcu trąd ustąpił, kapłan miał obowiązek iść do niego, zbadać go i ogłosić, że jest znów czysty. Właśnie w tym miejscu został użyty ten sam wyraz „uzdrowiony”. Jest to ta kategoria, w której my samy stoimy, jako ci, którzy od głowy do pięt naszych stóp jesteśmy gorsi. Jego ranami zostaliśmy uzdrowieni ze wszystkich moralnych chorób, dolegliwości, które podobne są do trądu – uzdrowieni Jego ranami. Lecz nie uwierzyliśmy w to. Nie mam pojęcia jak moderniści zamierzają spotkać się z wywyższonym Chrystusem, skoro przekreślili odkupieńcze dzieło Krzyża.

Gdzie, w świetle tego wszystkiego, znajdujemy się my sami? A jest przecież znacznie więcej, spójrzmy na pełne chwały zakończenie: Bóg oczyścił Go, postrzega Go jako nasienie. Ludzie odrzucili Go, lecz On przedłużył Jego dni. „Twój tron, o Boże – powiedział do Niego – na wieki wieczne”.

Rozkosz Pana kwitnie w Jego ręku, cierpienia Jego duszy były owocne i ujrzy potomstwo, jest wielce wywyższony i wyniesiony bardzo wysoko. To jest nasz Chrystus. Lecz, ach, obyśmy znaleźli się w tym miejscu, gdzie to wszystko jest prawdą, aby ta wieść o Nim, którą przyjęliśmy, miała praktyczny skutek w naszym własnym życiu.

Obyśmy nigdy, gdy otrzymujemy nową Jego odsłonę, nowy widok na Niego z jednego z tysięcy możliwych kątów patrzenia na Jego pełnię, pełną chwały Osobę i dzieło, obyśmy nie przyjęli postawy, która będzie wymagała przyszłej pokuty, czy by ta skrucha oznaczała w końcu zbawienie czy była zbyt spóźniona; abyśmy nie zaznali hańby w tym dniu, lecz teraz zareagowali z prawdziwym poruszeniem serca, rozumiejąc i przywłaszczając sobie przez wiarę każdy szczegół prawdy odnoszącej się do Syna Bożego.

Powiem to ponownie, jest to słowo wyzwania. Gdzie jesteśmy teraz? Pan zbawił nas, wyratował przed zwodzeniem siebie samych, przed samowystarczalnością, wymówkami naszych serc i ich buntem, wszelkimi uprzedzeniami i uporem, wszystkim tego rodzaju, a dał nam łaskę do pokornego skupienia się na pokucie i powiedzenia: „Tak słyszałem dużo, wiem dużo, wieść o Nim doszła do mnie bardzo obfita, lecz daleko mi do przywiązywania wagi do tej prawdy”. Pokutujmy teraz. Ach, umiłowani, nikt z nas nie może stanąć poza tym. Kaznodzieja stoi w tej samej sytuacji, co wszyscy pozostali. Wiemy tak dużo, lecz, w stosunku do tego, co wiemy, co ma należeć do nas, tak bardzo mało aktywna, energetyzująca była wiara.

Pan w Swej łasce i miłosierdziu dał nam odpowiednie ćwiczenie serca, aby zrównać z naszą wiedzą nasze życie i doświadczenie, tak aby nasza wiedza w tym wspaniałym dniu objawienia Go nie wyprzedzała naszego charakteru. Pan wprowadza nas do pełnej miary Chrystusa.

Edycja i wydanie: Golden Candlestick Trust.

[Głosów:1    Średnia:5/5]

admin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *