Wiara w Boga w beznadziejnych okolicznościach

Logo_Austin_Ikona21

Oryg.: Faith in God in Hopeless Circumstances 

Czytanie: Jeremiasz 32:6-27.

„Nie ma nic zbyt trudnego dla Ciebie”

„Czy jest coś niemożliwego dla mnie?”

Pole w Anatot jest praktycznym przykładem tych słów – stwierdzenia i pytania. Znamy sytuację jaka istniała w czasie opisywanym przez ten rozdział oraz w innym miejscu: podwójne uwięzienie: sam Jeremiasz znajduje się zamknięty na podwórzu wartowni, a miasto jest otoczone przez najeźdźców. W takich okolicznościach Pan w jakiś sposób przekazał Jeremiaszowi, że przyjdzie jego kuzyn prosić go, aby kupił to pole. Nie wiem, jak to się stało, lecz dochodzimy do wniosku, że doszło jakoś do świadomości Jeremiasza, że ten mężczyzna, jego kuzyn, przyjdzie z tą prośbą i tak się stało. Przez 40 lat Jeremiasz prorokował o zniszczeniu Jerozolimy, ziemi i niewoli tego ludu. Był upoważniony do głoszenia o zniszczeniu i spustoszeniu tej ziemi, więc sytuacja była bardzo trudna. Nie ma wątpliwości co do tego, że rokowania były bardzo mroczne. Przez wiele lat na tym polegała jego służba, która właśnie się kończyła. Działo się właśnie to, co zapowiadał. Był więźniem wśród uwięzionych. Sytuacja była wielkim wyzwaniem dla jego wiary. Nie było tutaj żadnych hipotetycznych okoliczności – rządziła rzeczywistość.

Chanamel przyszedł jako kuzyn i wykupiciel, ten, który miał prawo do wykupienia dziedzictwa, dzięki czemu mogło zostać zachowane dla przyszłych pokoleń, aby nie utraciła go rodzina.

Nie wiem, co Chanamel mógł myśleć w głębi, lecz sytuacja była taka, szczególnie jeśli chodzi o ziemię i widoki na przyszłość, że można było dojść do wniosku, że jednak rodzina ją straci. Chaldejczycy mieli zająć ziemię, opanować ją, zniszczyć i zostawić spustoszoną. Patrząc z naturalnego punktu widzenia, nie był to czas na tego typu przedsięwzięcia. Wyratowanie tej ziemi wymagało czegoś znaczenie więcej niż proste przeniesienie jej własności z jednego członka rodziny na innego na mocy umowy.

Odkupienie miało o wiele większe znaczenie niż ratunek przed Chaldejczykami i osobistą sytuacją. Co mógł zrobić Jeremiasz z polem w Anatot, gdy sam posuwał się w latach i znajdował w bardzo ciężkiej sytuacji? Nie można było przewidzieć jednego dnia na przód, a wiedział przecież z poprzednich lat swego prorokowania, co się będzie działo. Dokonanie aktu wykupienia wobec tego wszystkiego było ogromnym wyzwaniem wiary.

Oczywiste jest niewątpliwie, że było to jakieś proroctwo, które wychodziło poza życie Jeremiasza, a nawet poza sam Izrael. Nietrudno to tutaj zobaczyć, że w wielkim boskim planie wydarzeń jest to bardzo praktyczna ilustracja czegoś, co stało się wiele lat później i miało o wiele większe znaczenie – chodzi mi o wykupienie, które nabył Chrystus. Chrystus wiedział, że, wcześniej czy później, ten świat będzie zmierzał ku sądowi i ogniu, że będzie pochłonięty i oczyszczony. Wiedział, że On Sam był w znacznie gorszym miejscu niż Jeremiasz, lecz dokonał aktu wykupienia. Dzięki temu wykupieniu uratował świat ku przeszłej chwale. Wielki triumf wiary należał do Niego.
Może ktoś mówić, że choć można tu znaleźć praktyczne wartości dla naszego życia, wszystko zostaje tutaj postawione w świetle znacznie większych spraw i niewątpliwie główna interpretacja też tutaj spoczywa. Prawdopodobnie jest opracowana w Księdze Objawienia.

Oto mamy Jeremiasza, który nakazuje schować umowy do naczynia, zapieczętować je i trzymać przez wiele lat. W Księdze Objawienia mamy siedem pieczęci, które zostają złamane, po czym pojawia się Pan we właściwym czasie, aby zabezpieczyć Swoją nabytą własność wiele lat później. To właśnie wtedy Jezus wchodzi w posiadanie Swego dziedzictwa – tych, których wykupił. Ale to tak przy okazji.

Chcemy uzyskać te wartości, które są przeznaczone dla naszego użytku. Zwróćmy uwagę na to, że została dokonana pełna transakcja. Jeremiasz nie miał żadnych wątpliwości, nie miał oporów. Zrobił to tak dokładnie, jak gdyby był wolnym człowiekiem, jakby w ogóle nie było Chaldejczyków wokół. Przeprowadził wszystko zgodnie z Prawem, zapieczętował akt, jak należało, w zwykły sposób, jak też otwarty odpis, który każdy mógł przeczytać, na który można było spojrzeć w każdej chwili w publicznym miejscu. Wszystko przeprowadził dokładnie i właściwie. Chodzi o to, że nie robił tego z jakiegoś rodzaju oporami, czy w niepewności. Robił to precyzyjnie, co dowodzi, że był całkowicie pewien tego, co robił. Cały czas działał w wierze.

Wtedy tak zrobił, a oto ty wiesz, że czasami tak bywa, że, gdy trzeba coś zrobić, trzeba bardzo zastanawiać się nad tym, o co Panu chodzi. Przekazuje nam znaki, może dowody, odzywające się w naszych sercach, następnie potwierdza to w inny sposób i wiemy, że z chwilą, gdy działamy zgodnie z tym i robimy to według naszych najlepszych możliwości dokładnie, to następuje reakcja.

Gdy sens całej sytuacji dociera do nas, wraca do nas, to co zrobiliśmy, to jesteśmy niemal przerażeni tymże, wystraszeni drogą, którą podjęliśmy. Tak stało się z Jeremiaszem. Zrobił wszystko dokładnie z pełnym przekonaniem i gdy już wszystko zostało zrobione, a ludzie rozeszli się, został w swym więzieniu sam z Panem i ciężko odreagował. Wszystko to spadło na niego. Teraz stanowisko, które zajął w tej sprawie zostało poddane sprawdzianowi. Zwraca się do modlitwy i potwierdza; „Nie ma nic niemożliwego dla Ciebie”, po czym przedstawia sprawę, być może nieco ratując swoją wiarę. Przegląda historię Izraela i cuda, które Pan czynił, dochodzi do czasu swej własnej służby i widzi, że nawet to, co zapowiedział, wypełnia się. To wszystko, o czym mówił przez lata, Pan teraz wypełnia. Chaldejczycy stoją u bram. Przygląda się temu, lecz to wszystko jest jakby śledztwem. Wypowiedział stanowisko, lecz dalej wypytuje Pana. Zamyka wszystko, mówiąc: „A jednak Ty, Wszechmocny Panie, powiedziałeś do mnie: Kup sobie pole za pieniądze i potwierdź to przez świadków, a przecież miasto jest już wydane w ręce Chaldejczyków” (w. 25). Wszystko wróciło do niego. Wtedy Pan przychodzi do niego i pyta go dokładnie o to, co sam powiedział: „Czy jest dla mnie coś niemożliwego?” Ty sam powiedziałeś, że nie ma nic niemożliwego dla Mnie. Czy jest coś niemożliwego dla mnie? Pan sprowadza go z powrotem do jego stanowiska.

Myślę, że z tej historii wynikają co najmniej dwie rzeczy, które mogą być bardzo pomocne dla nas. Jedną jest to, że Pan czasami wzywa nas w samym środku sytuacji, która jest z ludzkiego punktu widzenia nie do opanowania, do zrobienia rzeczy, które naturalnie są niewykonalne. Wzywa nas, abyśmy wobec sytuacji całkowicie niemożliwej, podjęli jakieś praktyczne kroki, których realizacja wobec niej wydaje się absolutnie nieosiągalna w przyszłości. Alternatywa jest taka: „W porządku, sytuacja jest tak skrajnie beznadziejna i niemożliwa, że nie ma z tego żadnego pożytku, musimy poczekać i nic nie robić”. Po prostu siadamy i mówimy: „Nic nie możemy, to jest całkowicie niemożliwe! Zobacz, jak jesteśmy zamknięci, zablokowani, spójrz jak wszystko wokół zamyka się, zobacz jakie są perspektywy”. Możemy tylko cicho siedzieć i czekać, nie robić niczego aż sytuacja się wyjaśni. Takich sytuacji bywało tak dużo, niemal niezmiennie, że Pan wzywał nas do działania wiary, które było zgodne ze stanowiskiem jakie zajęliśmy.

Wydaliśmy świadectwo, zajęliśmy pozycję, ogłosiliśmy deklaracje związane z celami i zamiarami Pana, co do tego jaka jest wola Pana, Jego wielki cel odkupienia.

Może coś podobnego zaszło, że stanąłeś na jakimś stanowisku przed Panem, ponieważ Pan wyrył to w twoim sercu zgodnie ze Swoją myślą, ty zareagowałeś, zajęłeś stanowisko oraz ogłosiłeś swoje zdanie w tej sprawie. Wtedy Szatan rzuca potężne wyzwanie, kwestionując zasadność wykonania właśnie tego, co sam ogłosiłeś, mówiąc, że to jest całkowicie niewykonalne, poddaje w wątpliwość to, co co powiedziałeś. To, co wypowiedziałeś jako zamysł Pana jest niemożliwe; nie da się. Istotą staje się to czy porzucimy nasze stanowisko, czy poddamy się beznadziejnym okolicznościom. To jest alternatywa: czy po prostu odpuścić, nic nie robić, czekać, zanim cokolwiek zrobimy, na przychylne warunki, a w tym czasie Pan szuka jakiegoś praktycznego sposobu okazania wiary, która jest wprost przeciwna do okoliczności i utrwala to stanowisko aż do przyszłego dnia, wiary, która bierze do ręki tytuł własności, robi coś bardzo skrupulatnie, wykonuje bez zastrzeżeń, żadnych „jeśli”, „lecz” – wyklucza to wszystko i robi swoje. Możemy przechodzić przez trudny czas, mieć pytania, a wiara może się nieco chwiać. Możemy zostać przyprowadzeni ponownie do naszej pozycji. W skrajnie beznadziejnych warunkach Pan mówi: „Czy ty wierzysz nadal? Czy jest coś niemożliwego dla Mnie?”

W pracy Pańskiej i w Jego świadectwie takie sytuacje pojawiają się bardzo często. Jeśli chodzi o powołanie do jakiegoś Bożego celu, taka sytuacja pojawi się niejeden raz w życiu. Dzieje się to nie tylko jeśli chodzi o życie jednostki i jej relację z Panem, On dopuszcza też do tego, aby pojawiały się takie stanowiska w sytuacjach, gdzie nie ma nadziei, nie ma pewności, wszystko jest przerażające i mówi, że to niemożliwe! Niemniej w tym czasie mieliśmy prowadzenie Pańskie, czuliśmy, że to On poprowadził w tym kierunku, że taka była wola Boża. Nie mieliśmy żadnych wątpliwości w tym czasie. Po licznych modlitwach, takie było prowadzenie Pana, a teraz wszystko mówi, że to był błąd, że to szaleństwo, wariactwo, wszystko to niemożliwe, całkowicie poza tobą. Kwestionowane jest stanowisko jakie zajęliśmy przed Panem, a pośrodku tego Pan wzywa, aby w bardzo określony sposób zatwierdzić w wierze przyjęte stanowisko.

Spójrzmy ponownie. Chanamel prawdopodobnie chciał być przebiegłym biznesmenem. Widział, dokąd sprawy idą i pomyślał, że dobrze by było dostać do ręki pieniądze jak najszybciej, zanim wszystko przepadnie. Mam nadzieję, że nie rozumiem go źle, nie osądzam źle, lecz wydaje się to bardzo prawdopodobne. Przyszedł wprost do Jeremiasza, który głosił zniszczenie ziemi i niewolę. Jeremiasz znajdował się w zamknięciu, a jego kuzyn wiedział o nim i wiedział, gdzie go znaleźć. Lecz ostatnio Jeremiasz zaczął uderzać w inne brzmienie swego przesłania – był to dźwięk odległej nadziei. O ile teraz wszystko było w bardzo ponurych barwach – sąd, zniszczenie – na proroczym horyzoncie Jeremiasza pojawił się promień światła, odległa nadzieja, w jego głoszeniu pojawiła się nuta nadziei. Bóg ponownie odwróci niewolę Syjonu. Właśnie w takiej chwili przyszedł Chanamel, zachowując się ze swej strony, jak powiedziałem, jak przebiegły syn Izraela. Dla Jeremiasza miało to podwójne znaczenie. Po pierwsze: było to wyzwanie dla nowego brzmienia nadziei. „Jeremiaszu, czy wierzysz w to, co mówisz? Wobec tych okoliczności, w świetle tego wszystkiego, o czym wiesz, o siedemdziesięciu latach niewoli, czy wierzysz w to, co mówisz? Czy wierzysz w nadzieję, czy wierzysz w to światło, czy wierzysz, że pomimo dnia dzisiejszego, pomimo że czas wykonania twojej wizji jest całkowicie niemożliwy, że jednak stanie się to? Czy wierzysz w to?”

Są ludzie, którzy poddali się pozycji beznadziei, jeśli chodzi o kościół. Mówią o beznadziejnych ruinach kościoła, a mówiąc tak wyrzekają się ogromnej części Nowego Testamentu. Czy wierzymy, że Pan może znaleźć ludzi, nawet jeśli to będzie tylko resztka, którzy są według objawionej Jego myśli i staną się Jego nadzieją? To było wyzwanie rzucone Jeremiaszowi? Czy uwierzy, że Pan przyoblekł się nadzieją na towarzystwo, które wróci z niewoli? Oni byli Boża nadzieją i przez nich to, co Bóg zawsze pokazywał jako jego myśl, będzie zrealizowane, że to oni będą budować dom, oni odnowią całe świadectwo, że to się zrealizuje. Jeremiaszowi wydawało się to czymś bardzo odległym, lecz, w związku z tym polecenie, aby nabyć pole, było dla niego wyzwaniem. Czy wierzy, że mimo całego zamieszania, mimo wszystko pośrodku tego, co się dzieje, pojawi się wcześniej czy później grupa, która stanie się naczyniem, którego Bóg użyje do wykonania Swojego planu? Czy wierzy w to? Co robił, aby okazać swoją wiarę, dowieść tego, że wierzy w to? Oto była sposobność. Robił coś teraz, i robił to solidnie, na podstawie przekonania, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, nic nie jest zbyt trudne dla Niego. Robił to teraz w samym środku tych okoliczności.

Alternatywą było podanie się sytuacji dnia, jak to jest w kościele i na świecie w tych warunkach, i powiedzieć, że to całkowicie niewykonalne, nie ma sensu iść za tym świadectwem, jest to beznadziejna sytuacja, musimy czekać, aż Pan coś zrobi. Tak Jeremiasz nie postąpił.

Jest jeszcze coś, może małe, lecz myślę, że może być pomocne. Chanamel robił to być może na jakimś niskim, przyziemnym poziomie, miał to być biznesowy strzał w dziesiątkę. Tak z nim było. Skoro chciał się pozbyć nieruchomości, ponieważ widział, że i tak ją straci, nie było w tym nic godnego pochwały. Choć tak to wyglądało z punktu widzenia kuzyna, Jeremiasz patrzy na to wszystko, nawet na coś takiego, zadając sobie pytanie: Jak to się ma wobec tronu Bożego? Niektóre rzeczy mogą być bardzo zwykłe i przyziemne same w sobie, to, co się zdarza, co krzyżuje nasze drogi, co ktoś wniósł w nasze życie, to wszystko jest zazwyczaj sprawą zwykłych, codziennych działań, lecz człowiek, który jest połączony z Bogiem, który zawsze oczekuje na Pana, nie tak je postrzega.
Jeremiasz nie zareagował na propozycję Chamela, mówiąc: „Cwany jesteś, co? Wydaje ci się, że jesteś mądry? Myślisz, że się dam złapać na takie coś? Dobrze wiesz, że, tak czy inaczej, stracisz to pole i próbujesz wycisnąć z niego coś dobrego. Wydaje ci się, że mnie złapiesz na tym?” Nie, nic z tego! Powiedział natychmiast: „Może tak z nim jest, lecz jak to się ma do tronu Pańskiego? Czy Pan ma w tym jakiś interes?” Sugeruję tylko, że taka powinna być postawa wobec życia i życiowych zdarzeń, które mogą okazać się ogromnie pożyteczne – nie patrzyć na to, co się dzieje, jako zwykłe, naturalne wydarzenia, lecz stawiać każde z nich w świetle tronu Pańskiego.

Właśnie ta sprawa w żywy sposób odnosiła się do Tronu, choć w naturze wydawała się tak przyziemna. Wydaje mi się, że nie zawsze jesteśmy świadomi tego rodzaju rzeczy czy ludzi pojawiających się na naszej drodze. Gdzie w tym jest Pan, co On ma do tego – nie sądząc natychmiast po pozorach, nie reagując na to, jako na coś co jest ważne, bądź nieważne w pewnej rzeczywistości, lecz pytać czy Pan w tym jest. Taka było postawa Jeremiasza: w życiu człowieka, który jest w ręce Pana, nic nie dzieje się przypadkiem. Gdzie jest w tym Boży tron? Może okazać się, że największe katastrofy i najmniejsze zdarzenia naszego życia mogą mieć jakiś żywotny związek z Bożym tronem. Ktoś może działać zgodnie ze swoim usposobieniem, a robiąc to, planując, knując, obmyślając czy po prostu wykonując swoją pracę, staje na naszej drodze. Może okazać się, że za tym wszystkim może stać coś niesamowitego związanego z Tronem Bożym. Taki człowiek nie wie o tym, nie czuje tego, lecz tak jest. Po prostu myśli, że robi swoje. Nie przypuszczam, żeby kuzyn Jeremiasza miał jakiekolwiek odczucie, że robi cokolwiek związanego z Panem. Prawdopodobnie dbał tylko o własny interes, lecz okazało się, że stał za tym suwerenny Bóg. Taka postawa wobec życia, jaką okazał Jeremiasz, może być bardzo owocna.

Zwróćmy uwagę ponownie na Jeremiasza – jego skrajnie bezinteresowną wiarę. Ze względu na swój interes Jeremiasz mógł nie zrobić tego, co zrobił. Jak pisałem, posuwał się w latach, był więźniem. Pole, które znał, miało ulec zniszczeniu. Jaki pożytek mógł z niego mieć? 70 lat niewoli… wiedział o tym. Gdzie będzie pod koniec tych siedemdziesięciu lat? Jaki byłby pożytek z posiadania tego pola przez siedemdziesiąt lat? Niczego dla siebie. Ta wiara była skrajnie bezinteresowna. To, co zrobił, jest po dziś dzień świadectwem wierności Boga, a on musiał czekać na potwierdzenie. Nie dożył tego, czasu, aby zobaczyć je, przyszło po jego odejściu. Lud Boży doszedł do wartości jego wiary, gdy go już nie było. Taka jest natura wiary i taki jest prawdziwy sprawdzian aktu wiary. Czy idziemy w wierze, aby otrzymać to, co chcemy, coś dla siebie, czy patrzymy na to, co korzystne dla Pana? Taki jest prawdziwy sprawdzian wiary – aby Pan otrzymał to, co On chce.

Pan chciał właśnie tutaj, akurat w samym środku Izraela, dokładnie w Jerozolimie, właśnie w tej bramie, przed wszystkim starszymi i świadkami praktycznego świadectwa Swojej wierności. „Jak pewne jest, że ode mnie pochodzi przymierze z dniem i nocą i że Ja ustanowiłem prawa niebios i ziemi, tak pewne jest, że nie odrzucę potomstwa Jakuba i Dawida, mojego sługi, i będę spośród jego potomstwa wybierał władców nad potomkami Abrahama, Izaaka i Jakuba. Albowiem odmienię ich los i ulituję się nad nimi” (Jer 33:25).
Wiecie, jak wypełniło się to w Chrystusie, wielkim Synu Dawida, wiecznym Królu na tronie Dawida. Wypełniło się to i w Chrystusie cały Izrael będzie zbawiony, pisze Paweł (Rzm 11:26). Jeremiasz, na świadectwo tego, w dniach ciemności, gdy odbywał się sąd i jeszcze nasilał się, podjął ten praktyczny krok, który stał się pomnikiem wierności Bożej. Bóg jest zazdrosny o Swoje imię, Swoją wierność, Swoje świadectwo. On szuka takich, którzy w skrajnej bezinteresowności i w okolicznościach nie dających żadnej nadziei, będą wierni objawieniu, które Pan dał, wierni Bogu i temu, co On o Sobie dał poznać.

Nie ma nic zbyt trudnego dla Ciebie”. Wypowiadamy to i wszystko wraca do nas z powodu sytuacji, a Pan wraca do nas, do naszych własnych słów i mówi: „Czy jest coś niemożliwego dla Mnie?” Nie wiem, jakie znaczenie ma dla ciebie to i sposób w jaki zostało zastosowane. Może nie mieć to na ciebie wielkiego wpływu, lecz przyjmij podsumowanie całości, bez względu na to, jak to się ma do nas i jak w różnych sposób będzie miało dla każdego z nas. Będzie miało dla niektórych usługujących, do czego niektórzy z nas zostali powołani, będzie miało zastosowanie do świadectwa, w którym stoimy, będzie miało w osobistym sensie, do naszego życia i różnych sytuacji, lecz mamy tutaj do czynienia z jednym sensem.

Pan włożył w nasze serca coś, co do czego nie mamy żadnych wątpliwości, że jest zgodne z Jego myślą, z Jego drogą dla nas. Popłynęło wiele modlitwy i mamy taką pewność w sercach, że taka była drogą, którą Pan przeznaczył dla nas. Było to przetestowane, przeszliśmy mnóstwo na niej i nagle pojawia się sytuacja, która wydaje się to wszystko sprowadzać do rzeczywistości rzeczy niemożliwych, nie do zrealizowania. Okoliczności są przeciwne, pokuszenie, aby kwestionować poprzednie prowadzenie duże, powątpiewanie w to, co Pan ma dla naszego życia, aby po prostu siąść i poddać się sytuacji, przyznać, że plan jest niewykonalny. To w takich okolicznościach Pan patrzy na nas, aby dać nam pozytywny znak naszej wiary w Niego i aby w jakiś sposób poddać siebie samych w wierze. Przez swoją wiarę zostajemy zaangażowani w działanie; ego zostaje odsunięte, wszelkie egoistyczne interesy całkowicie odstawione na bok i teraz zostaje i jest na widoku tylko to, co przyniesie korzyść i chwałę Panu. Dajemy radę. Pan wraca i, kwestionując pierwotne stanowisko, pyta: „Czy jest coś niemożliwego dla Mnie?” idzie dalej, mówiąc: „Jak pewne jest, że ode mnie pochodzi przymierze z dniem i nocą i że Ja ustanowiłem prawa niebios i ziemi, tak pewna jest Moja wierność tobie, tak pewne jest, że oddam się wykonaniu tego, co objawiłem”.

Pan daje nam silną wiarę pośród bardzo trudnych warunków.

Edycja i wydanie: Golden Candlestick Trust.

[Głosów:1    Średnia:5/5]

admin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *