Kotwice chrześcijanina

T. Austin-Sparks

Ludzie bowiem przysięgają na kogoś większego, a zakończeniem wszelkiego ich sporu jest przysięga, która jest stwierdzeniem; również Bóg, chcąc wyraźniej dowieść dziedzicom obietnicy niewzruszoności swego postanowienia, poręczył je przysięgą, abyśmy przez dwa niewzruszone wydarzenia, co do których niemożliwą jest rzeczą, by Bóg zawiódł, my, którzy ocaleliśmy, mieli mocną zachętę do pochwycenia leżącej przed nami nadziei. Jej to trzymamy się jako kotwicy duszy, pewnej i mocnej, siegającej aż poza zasłonę, gdzie jako poprzednik wszedł za nas Jezus, stawszy się arcykapłanem według porządku Melchisedeka na wieki” (Heb 6:16).

Ten nakaz daję ci, synu Tymoteuszu, abyś według dawnych głoszonych o tobie przepowiedni staczał zgodnie z nimi dobry bój, zachowując wiarę i dobre sumienie, które pewni ludzie odrzucili i stali się rozbitkami w wierze” (1Tym. 1:19).

bojąc się przeto, abyśmy czasem nie wpadli na miejsca skaliste, zarzucili z tylnego pokładu cztery kotwice i z upragnieniem oczekiwali nastania dnia. A gdy żeglarze próbowali uciec ze statku i pod pozorem, że chcą z przodu statku zarzucić kotwicę, spuścili w morze łódź ratunkową, rzekł Paweł setnikowi i żołnierzom: Jeżeli ci nie pozostaną na statku, nie możecie być uratowani. Wtedy żołnierze odcięli liny od łodzi ratunkowej i pozwolili, że spadła” (Dz 27:29-32).]

Wygląda na to, że cokolwiek innego wiózł ten statek, jeden towar był szczególnie dobry, a były to kotwice. Czytamy, że zarzucili cztery z nich z tyłu okrętu, i opuścili szalupę ratunkową pod pozorem, że chcą umieścić jeszcze cztery z przodu, co spowodowałoby, że zostaliby całkowicie bez kotwic. Prawdopodobnie byli doświadczonymi żeglarzami, wiedzącymi, co może się zdarzyć na Morzu Śródziemnym.

Niektórzy z nas mają podobne doświadczenia, przeżyli sztormy na wodzie i wie jak rzeczywiście wygląda sytuacja, w której ten okręt został rozbity. Dokładnie wiemy, jak to może być.

Nie ma jednak takiego śródziemnomorskiego północnego wiatry, który można by porównać z tym, na co trafisz w duchowym wymiarze, gdy w grę chodzi wieczny dobrobyt twojej duszy. Siły, które dążą do zniszczenie duszy, do uniemożliwienia mężczyźnie czy kobiecie osiągnięcia wyznaczonego przez Boga i upragnionego nieba, są znacznie potężniejsze i straszniejsze, i bardziej uparte, niż cokolwiek miało miejsce wśród sztormów powstających w naturze. Oczywiście, nie wiesz o tym, dopóki ostatecznie nie ustawisz się na kursie zgodnym z Bożą wolą. Wydaje się, że sporo ludzi na tym świecie całkiem dobrze sobie radzi, nie mając wielkich problemów i myślą, że idą (w łatwy i beztroski sposób) tam, gdzie Bóg ich prowadzi. Jest to iluzja – nikt nigdy nie przystąpił w pełni i na poważnie do wykonania Bożej woli, Bożego celu, i nie wzbudził straszliwego konfliktu, burzy, którego celem jest uniemożliwienie wykonania zadania. Mężczyzna czy kobieta, każdy kto poważnie rozumie Boga, rozumie to, że Jego wola i cel ma zostać wykonany w ich życiu, którzy są w tym niepohamowani dla Niego przekonają się o tym, że nie jest to prosta i wygodna żegluga. Powstają niewyobrażalne siły, których celem jest zatrzymać i uniemożliwić wykonanie.

Kurs na zbawienie duszy jest konfliktem, w którym biorą udział wszystkie siły nieba i piekła; wszystkie. Nie jest to przesada. Wcześniej czy później okazuje się, że nie będzie łatwo. Na początku ludziom wydaje się, że już osiągnęli cel – „powiał lekko południowy wiatr”. Wszystko wydaje się iść dobrze. Ależ nie, nie takie są doświadczenia tych, którzy żyją w prawdziwej jedności z Bogiem i mają zamiar wykonać zamierzony przez Niego cel. Zanim więc dotrzemy, musimy zdecydować się na to, że potrzebny nam będzie solidny ładunek, którym są kotwice.

Jeśli rzeczywiście cokolwiek jest nam niezbędnie potrzebne to są to kotwice. Będziemy poddawani straszliwym próbom i napięciom po to, abyśmy otrzymali nieco z prawdziwej mocy, bądź wylądujemy na duchowych skałach, a nasze przeznaczenie stanie się wrakiem. O nich to właśnie Testament mówi, że: „stali się rozbitkami w wierze” (1Tym 1:19). Jest taka przerażająca możliwość. Są jednak również ci, o których czytamy, że mają „kotwicę duszy pewną i mocną sięgającą aż poza zasłonę…” (Heb 6:19). Tak więc kotwice stanowią ważny element naszego wyposażenia i chciałbym w prosty sposób zaproponować wam cztery kotwice, które są absolutnie niezbędne, lecz, dzięki Bogu, dane nam dla naszego bezpieczeństwa.

Zrzucili cztery kotwice z tylnego pokładu”. Odkryjemy, że rozpędzone siły, które gwałtownie unoszą nas ku niewykonaniu zadania, muszą być skonfrontowane co najmniej przy pomocy tych czterech kotwic, choć wydaje mi się, że one wystarczą. Są bardzo proste i myślę, że mogę powiedzieć w pewnym sensie, że Nowy Testament jako całość jest poruszany przez te cztery rzeczy.

1. Chrystus umarł za nasze grzechy

Pierwsza kotwica jest taka: „Chrystus umarł za nasze grzechy” (1Kor 15:3). Jest to stwierdzenie faktu, który jest potężnym i wspaniałym Bożym dziełem, którego celem jest nasze poczucie bezpieczeństwa, nasze bezpieczeństwo, szczególnie wtedy, gdy jesteśmy pod presją, pod napięciem, popychani przez oskarżyciela, tego, który zawsze stara się doprowadzić nas do potępienia siebie, przez którego zwodzenie, wszyscy jesteśmy z natury kłamcami, co jest doskonałą prawdą o nas. Dopóki ten wspaniały fakt (kotwica – przyp.tłum.) nie zostanie przez nas zrozumiany, przez wiarę, jesteśmy pod potępieniem. Cała ludzka rasa z natury kłamie przed sądem i Szatan ma podstawy i prawo do oskarżania, aby podnieść tą całą kwestię naszego statusu przed Bogiem i naszej akceptacji przez Boga, dopóki nie złapiemy się kotwicy i to mocno: „Chrystus umarł za nasze grzechy”.

A teraz, czy już otrzymałeś tą pewność? Często śpiewaliśmy pieśń:

„Mój grzech, o próżna ta wspaniała myśl,

Mój grzech, nie część lecz w całości

Jest przybity do Jego Krzyża i już go więcej nie niosę

Chwał Pana, chwal Pana, duszo moja!”

Wszyscy śpiewacie tą pieśń. Czy śpiewałeś ją jako prawdę, na której skupiłeś się, czy też tylko jako część wieczornej uwielbienia?

Musi istnieć połączenie między kotwicą i statkiem, który ona ma utrzymywać. Niektórzy z was wiedzą, że działaliśmy ostatnio trochę na Północy, starając się pomóc mężczyznom na handlowych statkach i z tego powodu wypłynęliśmy, co było to niemal najgorszą sezonem przygodą, jaka zdarzyła nam się poza letnim sezonem w naszej historii. Przeżyliśmy kilka potężnych burz i gwałtownych wiatrów, a w ciągu zaledwie kilku dni straciłem trzy kotwice i przekonałem się o ogromnej wartości i wadze kotwic.

Gdy powstał gwałtowny wicher, kotwicowisko zostało zerwane, więc, nie sądząc, że więcej będzie potrzeba, zarzuciliśmy dwie kotwice, jedną dużą i drugą małą. Jedna z nich była na stalowej linie; druga na zwykłej, jednak solidnej. Skały były zaledwie o kilka metrów, lecz lina, na której była większa kotwica w ciągu kilku godzin pękła jak nić. Straciliśmy ją, więc to połączenie zostało zerwane i teraz wszystko zależało od drugiej liny i pozostałej kotwicy, i potrzebowaliśmy trochę modlitwy, a nawet musieliśmy bardzo się modlić, ponieważ z naturalnego punktu widzenia sytuacja wyglądała beznadziejnie, a co dalej już widzieliśmy oczyma wyobraźni. Dzięki Bogu, druga kotwica wytrzymała, lina również, a ten długi sztorm uspokoił się. Sądzę jednak, że powinniśmy stanąć wobec tego, że, choć modliliśmy się i ufaliśmy Panu, z niepokojem patrzyliśmy na to, co się działo.

Powiedziałem, że między statkiem, bądź tym co ma być utrzymywane, a kotwicą jest połączenie i tym połączeniem jest wiara, i to wiara, która trzyma się solidnie, zdecydowanie i stale. Kotwica jest pewna, weszła poza zasłonę, jest pewna i nieugięta. Kotwica nie będzie się wlekła, nie złamie się, lecz co z naszą wiarą, trzymaniem się faktu, że Chrystus umarł za nasze grzechy? Jeśli będziemy w to mocno wierzyć, zniesiemy sztorm. Nie chodzi o to, że to nasza wiara stwarza ten fakt, ani nie nasza wiara jest ostatecznym czynnikiem naszego zbawienia, to Jego dzieło. Jego dzieło jest pewne, całkowite, bezpieczne i ostateczne. On umarł za nasze grzechy. Słabość pozycji wynika stąd, że tak słabo i ustępliwie trzymamy się tego faktu. Ta kotwica jest w porządku, nie musisz martwić się o kotwicę, lecz dopilnujmy tego, abyś z powodu własnej postawy nie doprowadzał do tego, że to wielkie dzieło Chrystusa, pozytywne, pełne i ostateczne, stawało się nieskuteczne. Tak, jest to pierwsza kotwica, bardzo prosta, lecz nie możemy nigdzie się wybrać, dopóki jej nie zabierzemy – Chrystus umarł za nasze grzechy. Czy dobrze to rozumiesz?

Innym razem zarzuciliśmy kotwicę i gdy przyszło do jej wyciągnięcia, okazało się, że zaplątała się lina, a woda była tam głęboka. Nie dało się wyciągnąć liny ani poruszyć, co można było zrobić? Spróbowaliśmy kilka razy, ale równie dobrze moglibyśmy próbować wyciągnąć na górę dno morza. Kotwica była bardzo zaplątana. Co można było zrobić? Nic! Musieliśmy płynąć dalej, nie można było tkwić w tym miejscu całą noc. Nie można było zrobić nic innego, jak odciąć linę i pozostawić ja wraz z kotwicą. Ponieważ jedną straciliśmy wcześniej, więc zostaliśmy bez kotwicy i dalszą podróż musiała się obyć się bez nich. Gdyby zepsuł się silnik, bez żagli, bylibyśmy na łasce losu.

Kotwica jest ważna i bardzo wiele od niej zależy. Mnóstwo ludzi zaplątało swoje kotwice, ona się zaplątała i nie mają jasności w różnych sprawach. Czy masz całkowitą jasność w tej sprawie, całkowitą pewność? Czy jest to całkowicie zrozumiałe? „Chrystus umarł za nasze grzechy”. Kiedyś uwierzyłeś w to, być może cieszyłeś się z tego faktu i poznałeś radość z Jego zbawienia, lecz od tamtej pory pomieszałeś wszystko, wszystko poplątałeś, i równie dobrze, w tym miejscu, gdzie jesteś, mogłoby nie być wcale takiej kotwicy. Straciłeś swoją pewność, straciłeś przekonanie, prostotę tego zbawienia.

Może zechcesz wiedzieć, co zrobiliśmy później? Czy poświęciliśmy naszą kotwicę i linę? A była to długa lina. O tak, tylko na chwilę. Wróciliśmy kilka dni później, gdy stan wody w czasie odpływu był niższy i wtedy dało się zobaczyć naszą kotwicę. Można ją było ją wydobyć i oczyścić. Niemniej, przeżyliśmy bardzo przyjemne doświadczenie. Ktoś z sąsiadów, wiedząc o naszych problemach i o tym, co się stało, oczyścił ją dla nas i przygotował do odebrania, lecz to może już nie pasować do naszej analogii. My musimy oczyścić, musimy to wszystko rozplątać i nie pozwolimy na odrzucenie tej wspaniałej prawdy o Chrystusie, który za nasze grzechy. Może zdarzyć się nam trochę zamieszania, poplątania, pewna strata absolutnej pewności i wyrazistości naszego przekonania, lecz nie dopuścimy do porzucenia jej. Nie, wróćmy z powrotem.

Mamy taki mały sklepik z Bibliami dla wojska na Północy i w zeszłym tygodniu opowiedziano mi o tym, jak jakiś amerykański żołnierz przyszedł tam, przejrzał Biblie i Nowe Testamenty oraz inne rzeczy, po czym zapytał:

– Do jakiej denominacji to należy?

– Nie ma denominacji

– Ach, no przypuszczam, że jesteście prezbiterianami, baptystami, metodystami, Armią Zbawienia i ta cała reszta mieszaniny, czyż nie?

– Nie, my po prostu należymy do Pana!

Wszystko to była gra. Kilka minut później wyznał:

– Wiesz, powiem ci prawdę, należałem do Armii Zbawienia, ale teraz jestem odstępcą!

– Bardzo dobrze – padła odpowiedź – nie muszę ci mówić o drodze zbawienia, ty wiesz, co robić, wiesz dokąd się udać.

– Tak, mogę tu przyjść ponownie?

– O tak, to nie jest jednak ważne, istotą jest, abyś wrócił do Pana.

– Bardzo prawdopodobne, że to zrobię!

On się zaplątał. Czy odszedłeś daleko od Pana, straciłeś swoją pewność? Czy możesz coś takiego potwierdzić? Nie, idź nawet jeszcze dalej, Nie mów: „Bardzo prawdopodobne, że to zrobię”, lecz „Na pewno wrócę z powrotem!”. Uchwyć się tej kotwicy ponownie, oczyść ją; kotwica jest tutaj, ciągle jest to ta sama kotwica, ciągle ta sama prawda. Ona się nie zmieniła, nie straciła niczego. Może coś zamieszałeś; kotwica jest ta sama, co zawsze „Chrystus umarł za naszego grzechy”.

2. Zmartwychwstały Chrystus jest naszym Życiem

Druga kotwica to: Zmartwychwstały Chrystus jest naszym Życiem. To jest druga kotwica, która przenosi nas dalej w drodze. Mamy tutaj do czynienia ze zmianą pozycji kotwicy, z czegoś obiektywnego na coś subiektywnego. Chrystus umarł za nasze grzechy – to jest pełna chwały prawda znajdująca się poza nami samymi, której należy się trzymać, lecz Zmartwychwstały Chrystus stał się naszym Życiem i to nie jest już coś obiektywnego/zewnętrznego, to coś wewnętrznego. Kiedy już uchwyciliśmy się jego odkupieńczego dzieła za nasze grzechy, gdy nasza wiara rzeczywiście pojęła to, wtedy zmartwychwstały i żywy Chrystus przez Swego Ducha przychodzi i zamieszkuje wewnątrz nas, aby być naszym Życiem, a to jest coś potężnego. Ach, jakże jesteśmy dłużni zamieszkującemu w nas Chrystusowi, temu wewnętrznemu Życiu wzbudzonego z martwych Pana! Jak wiele znieśliśmy burz dzięki temu!

Wielu jest gotowych powiedzieć: „W porządku, bardzo dobrze o tym wiem, że nie przeszedłbym, gdyby nie wewnętrzna moc Chrystusa, gdyby nie żywy Pan, jako moje życie!” Tak, możemy tak powiedzieć, wiemy o tym. Znamy ucisk z jakim te okropne siły napierają na nas, lecz czy wiemy też, że: „większy jest ten, który jest w was, niż ten, który jest na świecie” (1J 4:4)? Dlaczego w to nie wierzycie, chrześcijanie? Dlaczego nie uchwycicie się tego. Spójrz kilka lat wstecz i zobacz jakie burze miały miejsce w twoim życiu, jakie nawałnice, jak straszna była wściekłość dręczyciela, jak podłe moce złego i piekła spadały na ciebie, aby doprowadzić cię do zniszczenia, do cofnięcia się, i powiedz mi: „Czy jesteś dziś tutaj dlatego, że byłeś taki silny, wytrwały i zdolny do zwyciężania?” Nie, i bardzo dobrze wiesz o tym, że gdybyś został pozostawiony sobie samemu, zostałbyś zmieciony, utopiony i znalazłbyś się na samym dnie już dawno temu, lecz jednak jesteś tutaj. Dlaczego? Ponieważ Chrystus, zamieszkując w tobie, jest twoim Życiem. Jeśli więc tak było po 5, 10, 15, 20 latach to dlaczego miało by być inaczej po następnych 15? Czy ta prawda nie może sprawić bezpiecznego lądowania na końcu? Dlaczego nie uchwycić się jej i nie wierzyć w nią? Jest to kotwica dla duszy.

3. Chrystus w nas nasza nadzieją

Trzecia kotwica – Chrystus w nas, naszą nadzieją. Apostoł mówi: „Chrystus w nas, nadzieja chwały” (Kol 1:27). Czy wiesz o tym, że jednym z tytułów nadanych Bogu w Nowym Testamencie jest „Bóg nadziei”? „A Bóg nadziei niech napełni was wszelką radością i pokojem w wierze” (Rzm 15:13). Bóg nadziei. Oto jest On, Bóg nadziei: oto jesteś tutaj, gdzieś pomiędzy dwoma lądami, radość i pokój łączą cię z Nim przez wiarę. Bóg nadziei – jakże wiele zależy od tego.

Wróć na początek Biblii i zobacz jak się to zaczyna: świat w ruinie, w chaosie, w ciemności, śmierci, odrzuceniu, a Duch Boży unosi się nad powierzchnią głębi. Co robi? Dlaczego unosi się? Dlaczego nie porzucił tego, czemu nie zostawił tego na wieki? Nie. On się unosi, ponieważ On jest Bogiem nadziei. Właśnie z tej ruiny, z tego chaosu zamierza stworzyć kosmos transcendentnie piękny, wspaniale uporządkowany. Bóg nadziei!

Nieco później Bóg zobaczył, że zło człowieka było wielkie na ziemi (Rdz 6:5), że nie było nikogo, kto by czynił dobrze – dni Noego. Stwierdził, że wszystko musi zostać poddane sądowi, lecz On jest Bogiem nadziei i zapewnił sobie sposób na doprowadzenie Swojej Nadziei do wykonania przez arkę. Arka jest symbolem Jego nadziei, jest tym Chrystusa, w którym można czuć się bezpiecznie poprzez wszystkie burze sądu i zniszczenia, ucieczki. On jest Bogiem nadziei.

Zbadaj to dalej w swojej Biblii i odkrywaj kolejne i liczne beznadziejne sytuacje. Izrael, upadek, zniszczenie, tak, niemal beznadziejne, lecz Bóg nie porzucił nadziei. Nawet gdyby nie było zapisanej żadnej innej historii z tego świata, która pokazuje Boga, jako Boga nadziei, to mamy do dyspozycji historię Izraela. Tak, możesz powiedzieć, że ogólnie rzecz biorąc, wszystko, co podoba ci się w Żydach i co tutaj znajdujesz jest ogromną miarą prawdy. Nie wiem, jak można powiedzieć, że to wszystko nie jest prawdą. Mów o Żydach, co chcesz i możesz odkryć wiele prawdy w tym, lecz (prawidłowa) reakcja jest taka: czy to wszystko nie pokazuje wyraźnie łaski Bożej? Jeśli jeszcze ma być nadzieja, na być zbawienie to w świetle tego wszystkiego, co możemy powiedzieć o Izraelu i poganach, Bóg rzeczywiście jest Bogiem nadziei i jest przed nimi wspaniała przyszłość, ponieważ Bóg nie wpada w rozpacz. Bóg nigdy nie rozpacza. On jest Bogiem nadziei. Tutaj jest dostępna dla ciebie kotwica. Możemy mówić o sobie najgorsze rzeczy i może być to prawdą, Bóg wie o wiele więcej o nas i głębi naszej grzeszności, niż my sami. On wie o najgorszych rzeczach, lecz nie rozpacza. On jest nadzieją nadziei a tajemnicą naszego dochodzenia do nadziei Bożej, realizacją Bożej nadziei jest „Chrystus w was, nadzieja chwały”. Przeciwieństwem chwały jest wstyd, ci zaś, którzy ufają Panu, nie zostaną zawstydzeni. Bóg nadziei, przeto Bóg chwały (Dz 7:2).

4. Wstawiennictwo Chrystusa, nasze zabezpieczenie

W końcu, czwarta kotwica – wstawiennictwo Chrystusa, nasze zabezpieczenie. Jest słowo, mówiące, że On: „żyje na zawsze, aby się wstawiać za nimi” (Heb 7:25).

Mamy Piotra, człowieka bardzo pewnego siebie: „choćby się wszyscy zgorszyli z ciebie, ja się nie zgorszę…. choćbym miał umrzeć z tobą,, nie zaprę się ciebie” (Mt 26:33, 35). A oto kilka godzin później wyrzeka się pod przysięgą i przeklina, że w ogóle kiedykolwiek znał Chrystusa. Jakiż upadek, jakie załamanie! Słusznie Piotr rozpaczał. Pan powiedział mu o tym wszystkim, zanim się to zdarzyło, powiedział: „Szymonie, Szymonie, oto szatan wyprosił sobie, aby was przesiać jak pszenicę” (Łu 22:31). Te słowa mówią o tym, oryginał faktycznie to stwierdza, że Szatan zapewnił Piotra dla siebie i jego prośba została wysłuchana. Pan nie powiedział: „Szatan prosił o to, żeby ciebie mieć, lecz tak nie będzie!”, lecz „Ma ciebie przesiać jak pszenicę”. „Lecz prosiłem za tobą, aby nie ustała wiara twoja”. Szatan może wstrząsać, może przesiewać, może otrzymać sporą dawkę swobody działania, może rozłożyć nas na łopatki, może być narzędziem Bożej suwerenności, aby zniszczyć nadmierne zaufanie we własne siły i przekonanie o swoich możliwościach, egoizm, aby je zniszczyć i wprowadzić nas do miejsca, w którym wiemy, że wyłącznie łaska Boża może nas przeprowadzić.

Bóg używa Szatana do wykonania Swojej pracy w nas. Niemniej, kiedy to robi, jest to okropne; łamie, opróżnia, kruszy w proch. Szatan wykonuje swoją pracę dogłębnie i, gdyby tylko mógł, wyszedłby poza te granice i całkowicie zniszczył. Z jednej strony będzie to rozpacz i skrajne zniszczenie, lecz z drugiej: „Modliłem się za ciebie, aby nie ustała wiara twoja”. On żyje na zawsze, aby się wstawiać. Jest to kotwica na godzinę naszej próby, na godzinę nacisku Szatana, na godzinę przesiewania, oczyszczania, konfliktu, na czas, gdy wydaje się, że to już koniec. Czego mamy się trzymać? „Prosiłem za tobą!” On żyje na zawsze, aby się wstawiać. Uwierz w to, nawet wtedy, gdy ty sam nie możesz się modlić za siebie. Pamiętaj o tym, że jest Ten, który modli się za ciebie, którego modlitwa będzie potężniejsza niż twoja i zwycięży.

Kiedy wydaje się, że żadna modlitwa nie przebija się, jest Ten, którego modlitwy zawsze przechodzą. Jest to fakt – Słowo Boże stwierdza to – a jeśli jest to fakt (i powinniśmy całkowicie usunąć „jeśli”, lecz na rzecz dyskusji pozostawimy), zatem, jeśli jest to faktem to o wiele więcej niż możemy to sobie wyobrazić jesteśmy dłużni temu, że Pan żyje na zawsze, aby wstawiać się za nami. Jakże często podążamy wyłącznie w oparciu o siłę Jego wstawiennictwa! On zwycięża w modlitwie o nas wtedy, gdy nie ma zwycięstwa z naszej strony.

Chrystus umarł za nasze grzechy.

Zmartwychwstały Chrystus jest naszym Życiem.

Chrystus w nas, nadzieja chwały.

Wstawiennictwo Chrystusa naszym zabezpieczeniem.

Zarzuć swoje kotwice, sprzeciw się temu pędowi sił zniszczenia dzięki pracy i życiu Osoby i pełnemu chwały niebiańskiemu wstawiennictwu Bożego Syna.

[Głosów: 0   Average: 0/5]

pzaremba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *