Rządy światłości

Zachód

T. Austin-Sparks

Czytanie:

Rdz 1:3-5,8,14-18; Obj 21:10-11; Kol 1:9.

Byliście bowiem niegdyś ciemnością, a teraz jesteście światłością w Panu. Postępujcie jak dzieci światłości” (Ef 5:8).

Wy jesteście światłością świata” (Mt 5:14).

Niegdyś ciemnością… teraz światłością”. „Jesteście światłością”. Jan mówi: „Jaki On jest, tacy i my jesteśmy na tym świecie” (1J 4:17).

Całkiem dobrze znamy prawdę, mówiącą, że owo naturalne stworzenie jest systemem symboli i znaków tego, co duchowe. Wiemy też, że człowiek może to zrozumieć. Po przeczytaniu historii stworzenia światła i tych panujących ciał niebieskich, zostajemy w myśli przeniesieni do tego, co te symbole i znaki symbolizują i znaczą. Przede wszystkim, w Bożej myśli jest, aby to co duchowe zostało przekazane przez ludzi napełnionych duchowym zrozumieniem, światłem, aby oni w Jego Wszechświecie byli rządzącą klasą. Zawsze musimy również uważać za coś bardzo ważnego perspektywiczny aspekt Nowego Testamentu, na który wskazuje, na przykład, bardzo znany fragment z początku Listu do Hebrajczyków: „Bo nie aniołom poddał świat, który ma przyjść, o którym mówimy” (Hbr 2:5). Mówimy o przyszłej zamieszkanej ziemi i jej rządach, władzy. O tym mówi apostoł, zaczynając ten list. „Pokazał mi święte miasto Jeruzalem, zstępujące z nieba od Boga”, a główną i najważniejszą jego charakterystyczną cechą jest światło. Jest więc całkiem jasne, że Bóg poszukuje klasy rządzącej w duchowy sposób, która będzie potrzebna w nadchodzących wiekach i przygotowuje tą klasę już teraz w praktyczny sposób. Nie teoretycznie, nie technicznie, lecz praktycznie robi to teraz, aby ci ludzie byli przygotowani, nie po to, aby uczyć się tego teraz i rządzić później, lecz rządzić już teraz.

Światło jest czymś osobistym

Zauważysz to, że z nami jest podobnie, jak było z Samym Panem Jezusem. Światło jest czymś osobistym. Nie jest to jakiś przedmiot, znajdującym się poza nami, co bierzemy, co trzymamy i niesiemy. To my sami. „Wy jesteście światłem”. Mamy tutaj do czynienia z liczbą pojedynczą. Nie jest napisane: „Wy jesteście światłami”. „Wy jesteście światłem” wypowiedziane jest w taki sam sposób, jak powiedział Jezus: „Ja jestem światłem” (J 8:12). Ponownie czytamy słowa Pawła: „Niegdyś byliście. . .” – nie „w ciemności” czy „ciemność była w was”, lecz „byliście niegdyś ciemnością, teraz jesteście światłością”. Jest to coś osobistego, nie coś, co się trzyma. To coś, czym jesteśmy. Nie jest to ani to, co mówimy, ani to, co nazywamy „światłem”, lecz to światło jest samym naszym jestestwem, to coś, co ma prawdziwą wartość. To my jesteśmy tą wartością, prawdziwą wartością.

Boża metoda jest taka: stworzyć i umieścić to światło w osobistej formie. Stworzyć światło: „Bóg stworzył”, a następnie Bóg umieścił. To jest Jego sposób, Jego porządek. Najpierw, stworzyć nas światłością a następie umieścić nas, abyśmy znaleźli się w Jego rządzie.

Prawdziwa władza, jaką posiada rząd nie jest w tym co oficjalne. Nie rządzi się ze względu na to, że zostaliśmy nazwani jakimś osobliwym imieniem (nazwą), np.: duchownym czy misjonarzem, chrześcijańskim pracownikiem czy cokolwiek w tym rodzaju. Prawdziwa moc, rzeczywisty wpływ to promieniowanie światła, którym jesteśmy i jest to jedyny pewny wpływ. Tzw. Zachód tego świata zdobył już ogromne poznanie spraw dotyczących chrześcijaństwa, zatem wpływ jaki chrześcijaństwo może wywrzeć na ten świat nie będzie zależał od dodawania kolejnych informacji i poznania, do tego które już ma. Chrześcijanie mogą siedzieć i osądzać wszystko, co się mówi, co jest interesujące i co otwarte wyłącznie pod względem tego, czy do magazynu już posiadanych informacji dodaje to coś nowego. Kiedy jednak pojawia się świadek, ktoś znacznie ponad przeciętną, w kim można dostrzec coś za czym tęsknią serca, coś więcej z samego Pana Jezusa, co chwyta uwagę, to jest to właśnie to coś, co wychodzi daleko poza odrobinę dodatkowej prawdy, którą każdy może posiąść.

Następuje tutaj rejestracja światła, która sprowadza się do następującego wniosku: to nie nauczanie, które przekazujesz przekonuje nas, lecz serca nasze zostały zdobyte wpływem, jaki wywiera twoje życie. Wiem, jak jest to bardzo proste i podstawowe. Musimy doprowadzić do tego, aby było to zawsze bardzo zrozumiałe w naszych umysłach, a musi być zrozumiałe to, nie ma niczego innego, co prowadziłoby dalej.

Tak więc, to światło, w naszym przypadku i Jezusa, ta prawda, jest czymś osobistym, a nie jakąś obiektywną rzeczą.

Konflikt między światłością, a ciemnością

Naturalne światło, takie jak słoneczne, księżyca i gwiazd musi walczyć z mnóstwem rzeczy tego świata. Oto istnieją te światła, gdzieś tam, mają światło w sobie, są ciałami świetlnymi Wszechświata, by spełnić swoją funkcję na Ziemi, mają dużo do pokonania. Muszą zmagać się z mgłami, chmurami, parą wodną. Wyziewy wydobywające się z ziemi są dla nich zawsze wyzwaniem i nakładają na nie kilka całkiem bardzo realnych celów.

Zwyciężanie przy pomocy cierpliwości wiary

Kiedy pojawia się mgła, tak, taka ze strony ziemi, z naszej strony, jedna z tych dobrze znanych nam mgieł, nic nie może tej mgły zrekompensować. Słońce patrzy na mgłę i jak sobie myśli o niej? No, gdyby było jednym z nas to prawdopodobnie stało by się straszliwie introspektywne, zaczęło zadawać te wszystkie pytania o siebie, ponieważ się nie przebija, i wpadło w okropne zamieszanie, samo dostało by się w tą mgłę, tylko dlatego, że się nie przebija. Nie sądzę, aby Słońce takie było. Co robi Słońce? Mówi: po prostu poczekam na swój czas, to jest przejściowe, mgły pojawiają się i przechodzą, w żaden sposób nie mają wpływu na prawdę, absolutną ustanowioną przez Boga prawdę o mnie samym; poczekam, zadziałam w swoim czasie! Prosta dziecięca mowa, lecz jest to o wiele bliższe istoty, niż cokolwiek innego. Właśnie tak jest, tak często. „Wy jesteście światłością”. Jednak musimy walczyć z wieloma mgłami, które należą do tego świata, do niższego poziomu, który podnosi się, próbując zgasić, otoczyć nas i bywa czasami tak, że jedyne co możemy zrobić, i jedyne co musimy zrobić, to powiedzieć: sytuacja się zmieni, ta ciemna godzina przeminie, będę się trzymał, to w niczym nie zmienia rzeczywistości, nie zmienia prawdy kim jestem w Chrystusie, będę się trzymał. Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że taka właśnie umiejętność stanowi kwalifikację do rządzenia? Jeśli chcesz, możesz zrezygnować, możesz poddać się sytuacji, możesz pozwolić sobie na przygaszenie, co w efekcie oznacza, że przyjmujesz ją na siebie, akceptujesz i tracisz w ten sposób władzę/moc oraz prawo do rządzenia.

Pan, w Swej suwerenności, pozwolił na mgłę, ja nie wiem po co, nie widzę jakiejkolwiek naturalnej wartości we mgle, lecz rozumiem, po przeniesieniu tego rzeczywistości duchowej, Pan, w Swej suwerenności i mądrości, dopuszcza, aby gęste mgły pojawiały się w życiu Jego dzieci. Dzieje się tak dlatego, żeby sprawa rządzenia była czymś bardzo praktycznym, a nie samą teorią. Nasza reakcja na te czasy ciemności dowodzą tego czy rzeczywiście stoimy na pozycji gotowości do rządzenia i, jak już powiedziałem na początku, ta klasa rządzących przyszłym wieku znajduje się obecnie w procesie przygotowania. Nie stanie się to nagle, w jakiejś chwili pod koniec życia czy pod koniec tego okresu działania łaski. Najzwyczajniej będzie to proste przejście do pełni tego, co już działo się w pewnej możliwej do wykonania mierze.

Kwalifikacje do duchowego rządzenia teraz i później to długa droga, najpierw wytrwałość, upór, nie rezygnowanie, nie porzucanie, nie poddawanie się sytuacji, która trwa przez pewien czas. Jest to cierpliwość wiary. Będę się trzymał, ponieważ nie może to trwać wiecznie. Smutne, jeśli po zmianie sytuacji okaże się, że zrezygnowałem i odpuściłem w czasie tego sprawdzianu.

Chwytanie się przeciwności na chwałę Bożą

Słońce nie działa w taki sposób ani nie reaguje na mgłę w ten sposób. Mgły podnoszą się z tej ziemi. To nie są mgły, to para wodna. Istnieją takie rzeczy, które nie są ani światłością, ani ciemnością, a są bardzo kłopotliwe. Nic skuteczniej nie wypróbuje ciebie jak nieokreśloność, rzeczy niepewne, przychodzące w postaci mgieł.

Co Słońce robi z mgłą? Czy wiesz, co to jest zachód słońca? Patrzyłeś niejeden raz na chwałę zachodu, czasami powalającego swym pięknem, cudownością różnorodnych tonacji, barw i kolorów. Wielu z tych, którzy obserwowali te cudowne zachody, odczuwało coś takiego jakby wychodziła z nich dusza w czymś w rodzaju naturalnego uwielbienia, adoracji. Czym jednak przede wszystkim jest zachód słońca? To po prostu słońce chwytające mgłę i przemieniające ją. Para wodna działa na słońce jak pryzmat a promienie słoneczne rozumieją mgłę i przemieniają ją w te wszystkie kolory. Taki jest skutek działania mgły na słońce i reakcje słońca na mgłę.

Czy nie ma w tym drobnego przesłania dla nas? Mnóstwo rzeczy podnosi się z naszego życia, tutaj na ziemi, i z tej ziemi. Nie są to przyjemne rzeczy, nie wszystkie takie, jakbyśmy tego chcieli. Sytuacje, które świadczą o tym, że życie jest gorące, że ta ziemia jest gorąca.
Spośród wielu rzeczy, które możemy uczynić w takich sytuacjach jest możliwość, uchwycenia się ich i obracanie na chwałę Bożą. Jedną z koniecznych cech i czynników potrzebnych do duchowego panowania jest to, że bierzemy się za te przeciwności i zamieniamy je na chwałę Bożą. Czy nie tak wyglądają rządy Jego suwerennej łaski? Czy nie to właśnie Jego suwerenna łaska czyniła i czyni? Spójrz na tą sytuację: oto grzech wznoszący się z tej ziemi oraz wszystko, co wraz z grzechem się pojawia – smutek, cierpienie, nieszczęście i wiele, wiele więcej. Lecz potężna suwerenna łaska Boże chwyciła ten grzech i sprawiła, że służy Jego chwale. Same uczynki szatana doprowadziły do chwały Bożej tak skutecznie, jak nic innego nie mogło. Aktywność przeciwnika, jak to widzimy w Księdze Dziejów Apostolskich, dzięki łasce i mocy Bożej, doprowadziła do dalszego rozszerzania się Ewangelii, do wzmocnienia łaski i chwały Bożej, a nasza postawa wobec tych trudnych spraw dowodzi tego czy będziemy rządzić, czy nie.

Jak traktujemy choćby nasze własne fizyczne cierpienia? Czy siedzimy przygnieceni nimi, wpadamy w przygnębienie, niezadowoleni, narzekając stajemy się obrazem nędzy? Czy wszyscy wokół wiedzą wszystko o tym, jak straszny czas przeżywamy, czy też jest to reakcja w stylu apostoła Pawła: „śmierć nasza była postanowiona, abyśmy nie na sobie samych polegali, lecz na Bogu, który wzbudza umarłych” (2Kor 1:9)?. To zupełnie inna postawa, czy rozumiesz to? Bierze się za bary nawet wyrok śmierci i wynosi na zachód słońca chwały Bożej.

Wiem, że łatwo jest stać na podwyższeniu i mówić o tych rzeczach, lecz tak właśnie jest. Jesteśmy poddawani procesowi sprawdzania czy nadajemy się do duchowego rządzenia i jeśli wydaje ci się, że nadchodzące wieki są jeszcze zbyt daleko i jakieś abstrakcyjne, to spójrz na to z perspektywy obecnego czasu. Będziesz musiał decydować już teraz, w tym życiu, kto będzie górą – diabeł czy Pan, a będzie o tym decydowało nasze życie, sprawdzane codziennymi przeciwnościami. Nie jest to coś przedmiotowego, jakaś odległa przyszłość, kiedy Pan zamierza być Panem, lecz oto jest tutaj a Jego panowanie przejawia się w naszych reakcjach na zdarzenia przynoszone przez ten zły świat. Jest to cierpliwe wytrwanie, bez względu na to czy jest to tak trudne, czy może bardzo zwykłe codzienne, życiowe sprawy. Z naszej strony chwytamy przeciwności i przemieniamy je w jakiś sposób na chwałę, a w tym wszystkim, dzięki łasce Bożej, uczymy się jak rządzić.

Pozwólcie mi powiedzieć, że jest to sama istota służby Pańskiej. Pan stwarza i umieszcza, i nie sądź nawet przez chwilę, że będzie jakoś inaczej w jakiejkolwiek sytuacji czy miejscu na tej ziemi, niż tu, gdzie ty się znajdujesz. Niech ci się nie wydaje, że gdybyś tylko mógł się dostać do Chin, wyjechać do Indii, czy gdziekolwiek indziej i tam mógł służyć Panu, byłbyś w służbie Pańskiej – wszędzie, nawet tutaj, gdzie jesteś możesz służyć Panu. Powiem ci, że jeśli dostaniesz się gdzieś indziej, do Chin czy Indii, okaże się, że wszędzie jest tak samo, jak tutaj, gdzie jesteś. Musisz walczyć z tą samą mgłą, tą samą parą wodną, tymi samymi nadzwyczajnymi i zwykłymi codziennymi trudnościami i przeciwnościami podnoszącymi się z tej ziemi. To, jakiej w postaci pojawią się przed tobą czy to przez ludzi innego języka, czy innego koloru skóry bądź temperamentu, może być różne, lecz ciągle są to te same rzeczy: sprawdzian jest ten sam. Zamierzasz więc ustąpić czy przejść ponad tym?

Nie ma żadnego znaczenia, w którym miejscu na ziemi znajdujesz się, a twoja służba nie polega na tym, że będziesz dużo mówić do żółtych czy czarnych ludzi. Tu chodzi o wpływ jaki będzie wywierała twoja osobowość a to jest zdeterminowane przez dwoją duchową dominację; wyniesienie. Co się dzieje, gdy, podobnie jak w przypadku Słońca, nie możesz się przebić przez pewien czas? Czy mimo wszystko to ty masz przewagę i nie rezygnujesz?

Jeśli zamierzasz wszystko obserwować pod własnym kontem to pomyśl o tym, zmierz się z tym w inny sposób. Nie zaczynaj osądzać siebie dlatego, że przeżywasz ciemny czas, że otoczyła cię mgła. Nie! Pamiętaj o tych drobnych zdarzeniach z „Życia Sir Waltera Scotta”, Lockharta. Dwóch mężczyzn pojawia się na stacji London Bridge w dobrej, staroangielskiej, gęstej jak zupa mgle. Nie widzą siebie nawzajem a nawet przechodzą tuż obok siebie po tym samym chodniku. Jeden słyszy drugiego, który śpiewał sobie: „Naprzód, Stanley, naprzód! Szarżuj, Boswell, szarżuj! We mgle, w ciemności – naprzód, szarżuj!” Usłyszał tylko tyle. Tamten był wyniesiony. To jest sprawdzian, gdziekolwiek to się dzieje, daje to prawo do rządzenia. Jest moc do rządzenia wszędzie, gdziekolwiek jesteś, zawsze, gdy jesteśmy właśnie tacy.

Służba Pańska to osobisty wpływ na sytuację. Czasami nie jest to tak czarno-białe i gęste, że nie możemy niczego zrobić, jak tylko uchwycić się. Kiedy diabeł próbuje zmęczyć świętych, trzymaj się. Mów: wszystko w porządku, nieźle ciemno jest dzisiaj, lecz nie będzie to trwało, nie będzie tak na wieki, przejdzie, a mój dzień znowu nadejdzie.

Co do innych spraw. Jeśli zamierzasz być introspektywny to po prosu, doprowadź wszystko do tego: Co jest prawdą, Bożą prawdą, w tej sytuacji? Czy nadal jestem ciemnością czy jestem światłością w Panu? Czy zostałem przeniesiony z autorytetu ciemności do królestwa Syna Jego umiłowanego? Co jest prawdą? Wtedy mgła nie będzie miała żadnego wpływu na to, kim jestem. Cokolwiek mówi przeciwnik o mgle to jedno, a to czym jestem w Chrystusie to drugie, my zaś musimy patrzeć na nasze świecenie i to wszystko.

Co do nas należy? Do mnie i do ciebie należy, aby świecić. Co to znaczy? Aby ludzie nie widzieli w nas ciemności. Gdyby ludzie, którzy są introspektywni, mogli tylko trochę więcej pomyśleć o tym, jak wyglądają! Wstawaliby rano i przez cały dzień mówili: Jak ja wyglądam? – to jest dobry rodzaj samooceny. Nie, jak się czuję, lecz jak wyglądam? Jakie robię wrażenie? Jaki jest ton mojego głosu? Cechą młodości jest zdolność do takich ocen. Starszy człowiek również może powiedzieć: „Głos robi mi się coraz bardziej żałosny, nie przekazuję swym głosem radości Pańskiej; muszę to poprawić. To jest introspekcja zdrowego rodzaju. To wszystko jest częścią świecenia. „Jesteście światłością”. Mamy robić to, co robi światło: świecić, nie przejmować się tym wszystkim, co staje przeciwko nam i mówi, że nie świecimy. Wiemy, co Pan zrobił w naszych sercach. On „rozświetlił serca nasze, aby zajaśniało poznanie chwały Bożej, które jest na obliczu Chrystusowym” (2Kor 4:6). Żadne mgły, żadne pary wodne ani cokolwiek innego nie może zaprzeczyć temu faktowi.

Edycja i wydanie: The Golden Candlestick Trust.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

admin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *