Izrael Boży_7 Cel Jego cierpienia

Izrael Boży

T. Austin-Sparks

 

 

 

 

W podsumowaniu, zamiast wyliczania fragmentów Słowa Boże, dokonam tylko kilku stwierdzeń i na ich podstawie pozwolę mówić Panu Samemu. To przesłanie będzie sięgać daleko głębiej niż cokolwiek, co można by powiedzieć.

Przede wszystkim przywołamy fragment, który był główną myślą całej tej serii:

Ale to Panu upodobało się utrapić go cierpieniem. Gdy złoży swoje życie w ofierze, ujrzy potomstwo (nasienie), będzie żył długo i przez niego wola Pana się spełni. Za mękę swojej duszy ujrzy światło i jego poznaniem się nasyci. Sprawiedliwy mój sługa wielu usprawiedliwi i sam ich winy”.

Oraz:

Kto słyszał o czymś takim? Kto widział coś takiego? Czy ziemia może być zrodzona w jednym dniu, czy naród może się urodzić za jednym razem? A jednak Syjon, zaledwie poczuł bóle, od razu porodził swoje dzieci” (Iz 66:8).

Po czym anioł, który mówił do mnie, takie dał mi polecenie: Rozgłaszaj, że tak powiedział Pan Zastępów: Darzę Jeruzalem i Syjon ogromną miłością” (Zach 1:14).

Pan Zastępów skierował następujące słowo: Tak mówi Pan Zastępów: Zazdrosna miłość moja obejmuje Syjon i broni go mój gniew potężny” (Zach 8:1,2 BT).

I znowu doszło mnie słowo Pana Zastępów tej treści: Tak mówi Pan Zastępów: Żywię żarliwą miłość do Syjonu, zapłonąłem wielką o niego zazdrością” (BW).

Lecz wy podeszliście do góry Syjon” (Heb 12:22)

(Zwróćmy teraz uwagę na te dwa twierdzenia: „Jestem zazdrosny o Syjon” oraz „Wy podeszliście do góry Syjon”.)

I rzekł do nich: Smętna jest dusza moja aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie.  Potem postąpił nieco dalej, padł na ziemię i modlił się, aby, jeśli to możliwe, ominęła go ta godzina. I mówił: Abba, Ojcze! Ty wszystko możesz, oddal ten kielich ode mnie; wszakże nie co Ja chcę, ale co Ty” (Mk 14:34-36).

Chrystus… umiłował kościół i wydał zań samego siebie” (Ef 5:24).

Bóg ceni ją sobie nieskończenie

Wszystkie te fragmenty, w zasadzie i ostatecznym znaczeniu, mówią o tym samym. W jakiś sposób, w nich i przez nie, wprowadzane są do naszych serc pewne szczególne rzeczy, które same w sobie nie są możliwe do wyrażenia i pojęcia. Przede wszystkim, zwróć uwagę na to, że wszystkie mówią o cierpieniach miłości Boga w Chrystusie, o pasji Bożej w Chrystusie. Tutaj leży tajemnica, tajemnica nieskończonej wartości celu Jego cierpienia. MUSI istnieć coś, co usprawiedliwia to; musi być coś niewymownie drogocennego dla Niego, co do tego prowadzi – do cierpienia Jego duszy. „Dusza moja jest utrapiona aż do śmierci”. „Żywię żarliwą miłość do Syjonu, zapłonąłem wielką o niego zazdrością”. To głębokie rozerwanie Bożego serca pokazuje, że musi być coś nieskończenie cennego i wartościowego na widoku.

Oczywiście, jak wiemy, wszystko skupia się na Krzyżu. Krzyż łączy to, co dla Syna Bożego ma wieczną, nadrzędną wartość, z Jego dziedzictwem w świętych. Nie jest to coś nieruchomego, jakaś niewrażliwa „rzecz”; nie chodzi tu o to, że Bóg ma jakieś obiektywne zainteresowanie CZYMŚ. Wyraźnie widać, że mamy tutaj do czynienia z relacjami serca, coś takiego, co rozrywa samą twoją istotę na kawałki. To tak, jakby owo dziedzictwo było częścią Jego Samego i, jak zobaczysz, w tych fragmentach Pisma mamy potwierdzenie tego. Nie, znaczy to, że brakuje jakiejś części Jego samego, lecz że jest to sprawa serca, sprawa duszy; jest to coś, co dotyka całej wrażliwości Boga. To dziedzictwo jest w rzeczywistości czymś ŻYWYM. Paweł opowiadając o tym odnosi się do żony: „Mężowie miłujcie swoje żony, jak Chrystus umiłował kościół i wydał za niego sam Siebie”, a prawem, które rządzi stosunkami między mężem a żoną jest: „A ci dwoje staną się jednym ciałem” (Mt 19:5). Podziel ich, a rozdzierasz na części to jedno, i właśnie z taką relacją mamy tutaj do czynienia. Jednak, oczywiście, taka cecha przekracza wszelką ludzką analogię. Jesteśmy tutaj dotykając wieczności.

Jeśli więc w tym wszystkim chodzi o Jego miłość, Jego cierpienie, Jego boleści, Jego agonię to, co najmniej sugeruje, o ile nie ogłasza bardzo głośno, że cel jakie temu wszystkiemu przyświecał ma dla Niego nieskończoną wartość. Co to jest? „Zobaczy potomstwo Swoje… za mękę swej duszy ujrzy”. Właśnie wszystko o czym była mowa w całym naszym przesłaniu reprezentuje zwrot: „jego potomstwo” – ludzi, którzy są Jego własnością. To przekracza nasze możliwości pojmowania, jest całkowicie poza nami. Tak, możemy słyszeć, możemy posiadać jakąś przedmiotową wiedzę o tej prawdzie, lecz to, że spada to wprost na nas, do ciebie i do mnie, jest cudem. MY mamy w tym udział. Jest to kwestia nieskończonej kosztowności i wartości, które ty i ja przedstawiamy dla Niego. Jest to ponad nami.

Trudno nam jest przyjąć to wiarą

Jest to jedna z tych rzeczy – a mówię tutaj co najmniej za siebie samego – w które jest najtrudniej uwierzyć, kiedy chodzi o nas samych. Czy tak jest? Uwierzenie w tą nieskończoną kosztowność utrudniają nam generalnie dwie sprawy.

Po pierwsze: to czym jesteśmy sami w sobie, to, co wiemy o sobie, o naszej grzeszności, o braku wartości własnej. O ile jest to rzeczywiście prawdą, a nie jakimś wdziankiem – nie tylko językiem, nie symulacją, udawaniem, lecz jakąś prawdą – to znamy naszą skrajną bezwartościowość, zdajemy sobie sprawę z tego, jak nikczemnie bezwartościowi jesteśmy, a do tego jeszcze wszystkim mówi nam się, że tak jest, że odnosi się do NAS: ach, i właśnie wtedy stawiani jesteśmy wobec problemu: wezwania do wiary w coś, w co nie jest jest łatwo uwierzyć! Niemniej mogę zabrać cię na wyprawę po Biblii i pokazać, że tak jest. Ciekaw jestem, jaki fragment Pisma okazałby się dla ciebie najbardziej zachęcający. Czy mogę powiedzieć, który jest dla mnie? „Prawdziwa to mowa,… że Chrystus przyszedł na świat, aby zbawić grzeszników, z których ja jestem pierwszy” (1Tym 1:15). Wszystko zostaje sprowadzone do poziomu osobistego, Tak, jest wiele zachęcających rzeczy w Biblii, lecz nie sięgniesz głębiej niż tutaj, nie wyjdziesz poza to. Cała ta nieskończona pasja i cierpienie miały miejsce z powodu takich, jak my! Biblia to mówi! Powiedziałem, że będę podawał proste twierdzenie, nie definiując ich ani nie wyjaśniając.

To jedna przyczyna tego, że trudno nam w to uwierzyć i zaakceptować, drugim powodem jest prawdopodobnie tajemnica Bożego działania z nami. Tak często wobec tajemnicy Jego dróg, jesteśmy boleśnie kuszeni do powątpiewania w to czy w ogóle taka miłość i ocena nas jest możliwa.

Czujemy, że może to być prawda w stosunku niektórych ludzi, lecz wydaje się, że jak Bóg postępuje z nami, zupełnie tego nie potwierdza. Taka miłość? Aż na śmierć? Wycenienie i oszacowanie duszy do tego stopnia? Czy ta dziwna i tajemnicza Boża praca z nami potwierdza to? Te ciemności, ta gmatwanina, problemy, zniechęcenia? Szatan zawsze jest w pobliżu, mówiąc: „Tak nie wygląda Jego miłości do ciebie”.

Nie podejmuję próby dyskutowania tego na gruncie filozoficznym czy nawet z Pisma, stwierdzam po prostu: BIBLIA MÓWI…. Oto jest tutaj! O czym to wszystko nam mówi, to, co czytamy o cierpieniu Jego duszy? Co to jest? Chodzi JEGO potomstwo. Kim jest Jego potomstwo? Ci, którzy uwierzyli Mu, uwierzyli w życie wieczne. Nic więcej i nic mniej oprócz tego, i przez cały czas to samo! Ty i ja, możemy wierzyć – nie patrząc na wszystkie tajemnice Jego dróg, osobliwości Jego pracy z nami, na dezorientację i konsternację, niezrozumienie tego na czym Jemu zależy – że poza tym wszystkim leży taka miłość!

Ta druga rzecz – i tu powtórzmy, jest to tylko stwierdzenie. Lecz, ach! Nieskończone cierpienie stojące z naszą przynależnością do Pana, nieskończone cierpienie stojące za zbawieniem duszy – duszy, twojej i mojej. Cóż za cierpienie! Piotr czyni takie porównanie: „Nie zostaliście wykupieni rzeczami znikomymi, srebrem albo złotem, …. lecz – oto ten kontrast – drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niewinnego i nieskalanego” (1Pt 1:18,19). Jak wiecie wyraz „krew” jest podobny do wyrazu „dusza”. W biblijnej terminologii, dusza jest we krwi (np. : Kap. 17:11). Tak więc, gdy wylał Swoją krew, „wylał na śmierć swoją duszę” (z 53:12 – ang.). W oczach Piotra Jego dusza jest nieskończenie, transcendentalnie bardziej cenniejsza niż srebro i złoto; a ON oddał ją za nasze odkupienie! Za twoją i moją przynależnością do Pana leży całe cierpienie, o którym mowa.

Mówiąc to, staram się uratować cierpienie, miłość, drogocenność przed obniżeniem wartości. Nadmiernie potaniliśmy nasze zbawienie, stało się zbyt łatwe, ściągnęliśmy je w dół do takiego niskiego poziomu. Musimy rozważać ten nieskończony wielki koszt, który leży za zbawieniem jednej duszy.

Nieskończona miłość Chrystusa do Jego Własności

Co więcej, Chrystus nieskończenie kocha Swoją własność, od chwili gdy ją nabędzie. Wydaje się, że Paweł poczynił kilka wstrząsających twierdzeń, które czasami brzmią niemal jak wyolbrzymienie: „Któż może nas oddzielić od .. miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie…?”, pyta (Rzm 8:35, 39). Wylicza wszystko, co tylko można sobie wyobrazić, co mogłoby nas oddzielić, a następnie zbierając to razem, mówi: „Nie, tego pewien jestem tego, że NIC Z TYCH RZECZY nie oddzieli nas” – w tym wszystkim i nad tym wszystkim zwycięży miłość. Czyż ta miłość, którą On kocha ludzi, których nabył i którzy należą do Niego, nie jest czymś potężnym? Czasami jesteśmy przygotowani do tego, aby uwierzyć, przyjąć, że Ewangelia naszego zbawienia opiera na tym cierpieniu, miłości i cenie po to, aby nas zbawić, lecz gdy idziemy nieco dalej, możemy być kuszeni, aby wątpić w to czy On ciągle nas kocha tak samo, jak na początku, czy ciągle jest nami zainteresowany, jak to było kiedyś. Ufam, że stwierdzenie nie będzie źle zrozumiane.

Mamy w Starym Testamencie cudowny obraz tego, o czym mowa, w świątyni, którą wybudował Salomon – być może najważniejszej budowli, jaka kiedykolwiek została zbudowana. Jej dominującą cechą było złoto: wszystko było pokryte złotem; wszędzie było czyste złoto – złoto, złoto wszędzie. Symbolizuje ono fakt, że Pan zdobył coś, z czym związał Swoje serce. W końcu Pan dostał to, do czego zmierzał przez cały czas Swej pracy z ludźmi: miejsce, w którym może mieszkać. Złoto zawsze jest obrazem boskiej miłości: tak więc całe miejsce Jego zamieszkania jest całkowicie pokryte złotem. Otrzymał to, co chciał i i jest to dla Niego ogromnie cenne; opisuje więc tą drogocenność wszędzie, rozrzutnie. Ach, rozrzutność w stosowaniu złota w czasach Salomona! Jest to tylko obraz miłości Bożej do czegoś bardzo długo upragnionego, kiedy już stanie się właścicielem tego. Nie, Jego miłość się nie zmienia po przejęciu w posiadanie. Nadal jest taka sama.

Nieskończona wartość jaką jest dla Niego kościół

W ten sposób dochodzimy do następnej rzeczy: nieskończonej wagi jaką Pan przywiązuje do Swego kościoła. Wyraz „kościół” jest tylko jednym z kolejnych określeń czegoś, do czego w innym miejscu odnosi się jako do Swojej świątyni, Swojej żony, Swej oblubienicy. Wszystkie te terminy oznaczają to samo i wszystkie podkreślają nieskończoną wagę kościoła w oczach Pana. Obawiam się, że jest wielu ludzi, którzy sądzą, że „kościół” to „nauczanie”, że jest to coś, co oni nazywają „nauczaniem kościoła”. Nic nie wywołuje u mnie takiego dreszczu, jak to, gdy słyszę, że ludzie używają zwrotu „nauczanie kościoła”! Panie, miej litość nad nami, Panie wybaw nas! Kościół nie jest prawdą, nie jest nauczaniem, nie jest jakąś ideą. Kościół jest Getsemani – kościół jest krwawym potem. Kościół jest Golgotą – kościół jest wołaniem złamanego przez Krzyż serca, jest wylaniem Jego duszy na śmierć. Kościół jest wielkim płaczem Boga na tym Wszechświecie.

Nie da się tutaj przesadzić: to nie są tylko słowa. Mogę zabrać was do proroków i pokazać na ich podstawie, że to wszystko jest prawdą. Ach, wróćmy do tych proroków i usłyszmy ich! Czy nie słyszycie płaczu Bożego w ich głosie? „O Efraimie, … O Judo,… Jakże mam cię porzucić, Efraimie” (Oz 6:4, 11;8). Bóg ma złamane serce, po prostu złamane serce i to złamane serce odbija się echem w słowach proroków, gdy wołają i płaczą nad ludem Pańskim, jako niewierną oblubienicą, córką odstępczą, marnotrawnym synem, rodziną nie uznającą najlepszego z ojców. Nie mów o „prawdzie kościoła”, „nauczaniu kościoła”, ach nie, „Chrystus tak umiłował kościół Swój, że wydał zań samego siebie”. „Jestem zazdrosny o Syjon” – to tylko nazwa kościoła – „z wielką zazdrością… wielkim gniewem”.

On umiłował kościół, dla Niego Jego kościół ma nieskończoną wartość. Powtórzę ponownie: nie jestem w stanie tego wyjaśnić, lecz taka jest prawda. Ach, gdybyśmy tylko mogli przejrzeć tą prawdę i doktrynę, i nauczanie, i zobaczyć RZECZYWISTOŚĆ, zobaczyć to, że kościół ma udział w tym rozerwanym sercu, w tym wyrażającym ból wołaniu, w tym pocie, który był jak krople krwi. Tu chodzi o kościół. Nie jest to „coś”, nie jest to „teoria”, ani nawet jakaś „linia prawdy”. Jest to coś wspaniałego.

Mamy do dyspozycji nieskończoną motywację, aby odpowiadać Panu

Do czego więc to prowadzi? Z pewnością ostatecznie prowadzi do nieskończonej motywacji, która ma nas pobudzać do odpowiadania Panu. Do tej pierwszej reakcji – tak – każdego, kto jeszcze nie odpowiedział Jemu; jest to nieskończony bodziec do tego, aby odpowiedzieć Mu – ta pobudka nie jest w niczym mniejsza od wszystkich, które już widzieliśmy.

Skoro mamy do czynienia z nieskończoną motywacją to Jego ludzie reagują na Niego we wszystkich sprawach. Dlaczego miałbym uciszać każdy spór z Panem, dlaczego miałbym odkładać na bok wszelkie moje osobiste interesy, dlaczego miałbym zrobić to czy tamto? Dlaczego…? W świetle tego, o czym powiedzieliśmy, DLACZEGO NIE?! Czy mamy cokolwiek, co można by przeciwstawić miłości/cierpieniu/wartości? Za tym, aby iść z Panem dalej, reagować, być posłusznym, oddawać Mu wszystko mamy do dyspozycji nieskończoną motywację.

Jest to również nieskończona pobudka do służby. Dlaczego mielibyśmy oddawać Mu nasze życie w służbie? Tylko z tego powodu.

W pierwszych dniach Braci Morawskich, wszystko było tak czyste, tak prawdziwe, Pan używał ich w cudowny sposób na tym świecie. Zdarzyło się coś cudownego. Na konferencji w Edynburgu w 1910 roku, John R. Mott powiedział, że gdyby cały chrześcijański kościół postępował tak jak Bracia Morawscy to świat byłby już dawno zewangelizowany. Na każdych dziesięciu członków był jeden misjonarz. Taka była to wspaniała historia poświęcenia, cierpienia, oddawania siebie. A co było tajemnicą? Ich mottem, które było wypisane wszędzie i zabierali je ze sobą dokądkolwiek się udawali, było: „Aby zdobyć dla Baranka, który został zgładzony, nagrodę za Jego cierpienia”. To jest nieskończona motywacja: nagroda za Jego cierpienia, ponieważ Baranek został zgładzony.

Stwierdzam tylko, to wszystko. Jest tutaj coś, co całkowicie wychodzi poza nasze możliwości, lecz oto jest tutaj, mamy do dyspozycji wszystko, co wyżej. Miłość, cierpienie, drogocenna wartość są sercem 53 rozdziału Izajasza i wszystkich pozostałych wymienionych wersów. Jeśli taka jest prawda to Pan nie zrezygnuje z nas łatwo, On nie porzuci ani nie opuści Swego celu. Zamierza do niego wracać wiele razy. Powie: „Wracam na Syjon” (Zach 8:3). Będzie wracał i wracał, stale i wciąż, po to, co ustanowił w Swym sercu. Lecz, ach, obyśmy uzyskali trochę z tej samej miłości Bożej wylanej w sercach naszych przez Ducha Świętego.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

admin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *